środa, 8 kwietnia 2015

Boisz się schudnąć, bo będziesz miała zmarszczki? Usuń je kremem z komórek macierzystych!

Chcę dziś powrócić do tematu naszych podświadomych obaw przed odchudzaniem, a raczej przed osiągnięciem tego celu, czyli skutecznym schudnięciem. Tak, tak, często boimy się tego, choć ten lęk przed sobą ukrywamy. Obszernie pisałam o tym 15 maja, 5 i 8 lipca 2014. Dzisiaj chcę zająć się jeszcze jednym takim naszym lękiem. Otóż chudnąc, pozbywając się nadmiaru tłuszczu z organizmu, musimy dać czas naszej skórze na dopasowanie się do nowego rozmiaru. Czasami ten czas jest dość długi, co powoduje ogromne frustracje i niepokój: miało być lepiej, a jest chyba nawet gorzej… Oczywiście ogromne znaczenie ma tutaj tempo chudnięcia – im jest szybsze, tym większe spustoszenie pozostawia na naszej skórze. Ważna jest też dieta w czasie gubienia wagi – jeśli polega na pozbawieniu organizmu jakiejś grupy składników (tak jest przy monodietach i dietach restrykcyjnych)  czy wręcz na wygłodzeniu, dochodzi jeszcze utrata tkanki mięśniowej (czyli jej zwiotczenie), utrata elastyczności skóry, jej zmatowienie, a nawet łuszczenie. Ale nie oszukujmy się, każda utrata sporej (właśnie tak ponad 10 – 15 kg) masy ciała powoduje, że skóra wygląda gorzej.

To co, nie odchudzać się? Odchudzać, jak najbardziej odchudzać, choćby z powodów zdrowotnych, wspomnianych na wstępie. Ale i z wyglądem można sobie poradzić znakomicie i sprytnymi sposobami zlikwidować skutki powrotu do mniejszej objętości ciała.
Po znacznym zrzuceniu wagi często myślimy, że skóra na nas wisi, ponieważ brak już tłuszczu, który by ją naciągał. Jest to błędne rozumowanie i powód wielu nieporozumień. Tłuszcz opuszcza nasze ciało w różnym tempie w zależności od usytuowania. Najbardziej oporny jest tłuszcz zalegający bezpośrednio pod skórą. Efekt: schudliśmy 30 kg (wow! Sukces i ogromna zmiana!) i wydaje się że właśnie osiągnęliśmy swój cel. Cóż, ale skóra jakby tego nie zauważyła: wisi i jest brzydka. Nie zauważyła, bo bezpośrednio pod nią nadal znajduje się tłuszcz, ten najbardziej uparty, niechcący nas opuścić. Dopóki tam jest – skóra nie ma powodu, żeby dostosować do nowego rozmiaru swoje napięcie. Badania wykazały, że w największym stopniu to zjawisko ma miejsce w tych partiach ciała, z których tłuszcz w ogóle najtrudniej zrzucić: dla kobiet to będą biodra, uda i pośladki, a dla panów dolne partie brzucha i pleców (tzw. Schaby). A więc czeka nas jeszcze trochę pracy, którą tak naprawdę możemy zacząć dużo wcześniej, już po utracie 10 – 15% swojej wagi.

Co możemy zrobić, aby luźna skóra nie szpeciła nas po schudnięciu, a zmarszczki na twarzy nie spędzały snu z powiek? Kilka rzeczy. Po pierwsze – delikatnymi ćwiczeniami odbudowywujemy tkankę mięśniową. Nie mówię o sportowych wyczynach, ale o stopniowym, konsekwentnym zwiększaniu aktywności – więcej chodzić, a może rower? Może slow jogging albo łagodne sesje pilatesu choćby raz w tygodniu. Wybierz sama, trochę więcej ruchu w codziennym życiu. Po drugie – wprowadź do swojego menu produkty zawierające żelatynę – galaretki wytrawne i słodkie (np. galaretka „zero” z naszych przepisów), potrawy zawierające naturalny kolagen z chrząstek zwierzęcych i rybich (galaretka z nóżek, klasyczna galareta z ryb). Po trzecie – zadbaj o duże dawki naturalnej, czyli pochodzącej z warzyw i owoców, witaminy C, gdyż pełni ona ważną rolę w formowaniu się kolagenu w organizmie. Po czwarte – stosuj naprzemienne zimne i bardzo ciepłe (gorące, jeśli wytrzymasz) prysznice – bardzo pobudzają aktywność skóry ujędrniają ją. Po piąte – nieocenione będą masaże. Nie będę Ci podpowiadać, jakie, bo specjaliści od masażu wiedzą to lepiej. Każdy masaż bardzo pomoże Twojej skórze powrócić do właściwego tonusu i jędrności. 

No i teraz najważniejsze – twarz. Ciało, z którego jędrności nie do końca jesteśmy zadowoleni, w codziennym życiu możemy od biedy ukryć pod odzieżą, nawet pod atrakcyjną odzieżą w tym naszym nowym, wymarzonym rozmiarze. Ale nie ukryjemy w ten sposób twarzy, która zawsze jest naszą „wizytówką”, bo przecież nie chcesz chodzić w masce. I tu mam bardzo dobrą wiadomość. Bardzo, bardzo dobrą. Otóż wynaleziono już (i wprowadzono na rynek!) kosmetyk, który znakomicie, wręcz błyskawicznie poprawia stan zwiotczałej skóry, likwiduje zmarszczki, worki pod oczami i inne defekty urody. Taki krem abrakadabra. Nie pisałabym o tym, gdybym sama nie spróbowała. Nie mogłam uwierzyć, ale to naprawdę działa! I nie są to czary, tylko efekt pracy wybitnych naukowców i praktyków zarazem w dziedzinie kosmetologii. Mowa o kosmetykach z komórkami macierzystymi. Te jak najzupełniej etycznie produkowane kosmetyki są już dostępne, sama od 2 tygodni ich używam i nie mogę się nadziwić – wyglądam jak po porządnych zabiegach liftingujących. Mój mąż też! :-) Przy tym kosmetyki nie są wcale zaporowo drogie: oczywiście odbiegają ceną od popularnego kremu Nivea, ale daleko im do cen wyrobów tzw. topowych marek rynku kosmetycznego. Czyli nie musimy się już obawiać zmarszczek po odchudzaniu! Hurrra! 

Kto jest zainteresowany tym, jakich konkretnie kremów używam, proszę o kontakt bezpośredni (anna@klubrownowagi.pl)

Czy wytrąciłam ci „z rąk” tę ostatnią wymówkę, która pozwalała Ci nie zadbać o dobrą figurę i zdrowie? Która pozwalała Ci się nie wziąć do roboty i nie schudnąć? Jeśli się na mnie teraz wściekasz, nie szkodzi – wiem, że będziesz mi wdzięczna niebawem. Szczuplejsza, sprawniejsza, radośniejsza i z ładnie naciągniętą buzią bez zmarszczek :-)

2 komentarze:

  1. Napisałam na adres anna@klubrownowagi.pl z prośbą o informację na temat kremów. Niestety nie otrzymałam żadnej odpowiedzi :-(

    OdpowiedzUsuń