poniedziałek, 2 marca 2015

Małymi kroczkami do celu… to nie musi być nudne!

Umieć stawiać małe kroczki i doceniać każde najmniejsze  zwycięstwo… Ideał przy realizacji każdego długookresowego celu! Cecha, która pozwala nie stracić cierpliwości i nie rzucić wszystkiego w diabły jeszcze przed półmetkiem! Ponieważ tu zajmujemy się przede wszystkim odchudzaniem, od razu przejdę do konkretów…

Większość z nas tęskni za tym, aby  temat „odchudzanie” jednak potraktować jak akcję ofensywną: przez jakiś czas daję z siebie WSZYSTKO, a potem – jako zwycięzca – spoczywam na laurach.  Klasyka to sytuacja, kiedy np. czeka Cię wielka impreza: Twoja serdeczna przyjaciółka (czyt.: największa rywalka) zaprosiła Cię na świętowanie swojego sukcesu. I nieważne, czy to będzie zdobycie dyplomu, osobiste wyjście za mąż czy ślub syna, jedno  jest pewne – chcesz na tej imprezie wyglądać jak milion dolarów – oszałamiająco. Zaczynasz niemal głodówkę, a z tyłu głowy gdzieś czai myśl o „nagrodzie”: jak się to skończy, to tak się najem…!!! Przypomina mi to nieco znaną studentom praktykę „3Z”: Zakuć – Zdać – Zapomnieć. Tu możemy ją strawestować na SZU: Schudnąć – Zabłysnąć – Utyć. Tylko  że takie SZU działa jednorazowo, na krótką chwilę, a powtarzane kilkakrotnie prowadzi już nie do nadwagi, a do otyłości. To na pewno nie jest sposób na uzyskanie równowagi metabolicznej i pozostanie w niej (i w swojej szczupłej wersji) na dłużej.

Wracamy więc do małych kroczków… i wytrwałości, konsekwencji, cierpliwości. To nie musi być wcale takie straszne! W wyniku takich małych kroczków osiągamy często rzeczy, których w pierwszej chwili nie zauważamy i dlatego się z nich nie cieszymy. I nie musi to być akurat kolejne 8,7 dag mniej na wadze, korzyści są o wiele bardziej urozmaicone. Tylko jak je dostrzec? Najlepiej oczywiście uczęszczać regularnie na spotkania grupy motywacyjnej – tu pracujemy nad utrzymaniem motywacji i dobrym nastrojem, cieszymy się każdą najmniejszą zmianą! Wiem jednak, że nie wszyscy mają taką możliwość (czy chęć). Co wtedy? Gdy dopadną Cię nuda i zniecierpliwienie?

Mądry mąż mojej znajomej, zauważywszy z jakim stresem i frustracją żona pochyla się nad „buchalterią” swojego odchudzania (która oczywiście nie spełniała jej liczbowych oczekiwań), poprosił ją, żeby mu opowiedziała o wszystkich drobnych zmianach, które zaszły w jej życiu od czasu, kiedy zaczęła się odchudzać, czyli „całe” 2 tygodnie. Warunek – ma to nie mieć nic wspólnego z kilogramami, centymetrami obwodu i tym podobnymi miernikami. No i okazało się, że jest tego całkiem sporo:
- o wiele bardziej regularne posiłki – pilnowanie ich godzin i liczby w ciągu dnia,
- żelazna konsekwencja w „egzekwowaniu” codziennej półgodzinnej  przerwy na lunch (a nie na nadrabianie papierów) w pracy,
- spokojniejszy sen („jestem spokojna, bo wiem, ze zaczęłam robić dla siebie coś dobrego”)
- generalne porządki w lodówce i usunięcie z niej śmieciowego jedzenia (tu korzyść dla całej rodziny)
- trzykrotna wizyta w fitness klubie (poprzednia – lata temu!)
- lepsza cera,
- lepszy nastrój w domu, bo „ja się staram, a mąż mi kibicuje”,
- większa uwaga poświęcana przygotowywaniu posiłków – są zdrowsze i stają się całkiem nową pasją (to m.in. sposób na nudę),
- no i, jednak te liczby!,  3 kg 200 g w dół na wadze! To nic, że miało być 4,5 kg – 3,2 to też coś i jest to MNIEJ NIŻ BYŁO!

Mąż zarządził świętowanie: poszli na długi spacer z psem, zakończony sałatką w zaufanym snack barze.

Oczywiście nie wszyscy mamy takich partnerów, a lista naszych małych korzyści może być całkiem inna. Nie szkodzi, chodzi o to, by rozluźnić się jednak na chwilę i spojrzeć na swoje odchudzanie szerzej: to zawsze jest zmiana w Twoim życiu. I z reguły zmiana na lepsze, dużo lepsze. Dlaczego tego nie widzisz, albo przynajmniej nie zawsze?

Znajoma nosi przy sobie tę listę z początków, pomimo że schudła już sporo, a te pierwsze sukcesy traktuje już jak rzecz całkiem oczywistą. Lista jednak przypomina jej, jak ważne jest dostrzeganie tych małych kroczków, tych pozornych „nic wielkiego”, które nam się zdarzają na drodze do Równowagi. Skupianie się na pustej połowie szklanki każdego nieraz dopada, pogódźmy się z tym. Ale to nie znaczy, że nasze zrównoważone (czyli nieobliczone na natychmiastowy spektakularny sukces) starania są bezsensowne, nic nie znaczą i do niczego nie prowadzą. Prowadzą. W Klubie Równowagi te osiągnięte cele można mierzyć w dziesiątkach utraconych kilogramów! ;-)

5 komentarzy:

  1. Oczywiście, że tak jest - w sensie, że są sukcesy :)
    U mnie 5,7 kg choć czasem zdarzało mi się zgrzeszyć bardziej niż by to sobie mogli ludzie wyobrazić :) Nagrodą za spełnienie pierwszego etapu był wyjazd do Bratysławy na weekend i tam wszystko bez ograniczeń, wróciłam i od razu wróciłam na właściwe tory. Waga szybko spadła do wcześniejszego poziomu i dalej leci w dół. :)
    Do drugiego etapu zostało mi 2 miesiące i... teoretycznie tylko 5 kg, ale jak zejdzie więcej to będzie jeszcze lepiej :) Ja się bardzo cieszę i bardzo dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mądre słowa, sama sporządzę dla siebie taką listę i kiedy zacznie brakować motywacji będę na nią spoglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi najbardziej doskwiera brak czasu, niestety przygotowanie zdrowego posiłku zazwyczaj trwa o wiele dłużej niż przygotowanie czegoś na szybko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kwestia przyzwyczajenia. Jeżeli zdrowy posiłek nie jest standardem, to rzeczywiście trwa to dłużej. Ale ukrojenie kawałka kiełbasy i bułki trwa tyle samo, co ukrojenie kawałka upieczonego indyka (poprzedniego wieczora upiekł się sam :-) i ugryzienie kawałka kiszonego ogórka :-)

      A dla bardziej 'opornych' proponuję nasz catering dietetyczny - SpokoBOX - tu całą robotę robimy za Was :-)

      Usuń
  4. hehe P. Anno, nic samo sie nie robi, nawet indyk:P
    Nieraz po 15 godzinach w pracy ciężko zrobić zakupy, a co dopiero gotować zdrowe jedzonka.
    A catering------------> niestety odpada cenowo u mnie:(((

    OdpowiedzUsuń