środa, 4 marca 2015

Gosia - minus 13 kilo na 33 urodziny :-)

Całkowicie bez komentarza. Gosia z mojej grupy Internetowej. Na żywo nigdy się nie widziałyśmy. Przez kamerę - prawie co tydzień. Gosia napisała to po 6 miesiącach w Klubie:

"Jest poranek 19 lutego, 2015 roku. Moje 33 urodziny. Jedząc moje dwa jajka z kromką razowego chleba myślę co po kolei przygotować, żeby się wyrobić do przyjścia gości. Myślę, co na siebie włożę, co zrobię z włosami. Rozmyślam nad tym, że jestem rok starsza, a czuję się młodsza. 

Jestem lżejsza o 13 kilo. To ciało - a na psychice jestem lżejsza o 100 kg. 

Moje urodziny rok temu nie były tak przyjemne. Jak codziennie, obudziłam się z myślą, że wczoraj znowu objadłam się wieczorem słodyczy, że znowu się nie kontrolowałam, że kolejny raz nie dotrzymałam obietnicy danej samej sobie poprzedniego dnia. Rok temu nie panowałam nad sobą, nie umiałam normalnie jeść - żyłam w błędnym kole objadania się - wyrzutów sumienia od tego objadania, a potem uciszania wyrzutów sumienia słodyczami i myślą "od jutro dieta", by zepchnąć te wyrzuty gdzieś w najdalszy kąt. Następny dzień był dokładnie taki sam. 

W ten sposób przytyłam 20 kilo, moje poczucie wartości spadło do zera i to wszystko miało coraz większy wpływ na coraz więcej stref mojego życia. To zadanie psychologa, wytłumaczyć, jak działa na nas grupa i lider, ale ja wiem ze to dzięki trenerowi i mojej grupie motywacyjnej powoli wyszłam (albo uciekłam) z tego błędnego kola "od jutra się odchudzam". Powoli, mozolnie, dzień po dniu odzyskiwałam kontrolę nad tym, co wkładam do ust. 

Cenne wskazówki Ani pomagały zwalczyć źle nawyki, zmniejszyć porcje. Przy pomocy Ani i klubowiczów zapanowałam nad moja pietą achillesową - słodyczami. Dziś delektuję się nimi, a nie bezmyślnie pochłaniam. Co wieczór zasypiam spokojna bez samo-sabotujących myśli. Przestałam nienawidzić swoje ubrania, bo już złośliwie nie skurczają się co noc.

 Kolejnym dodatkowym plusem należenia do klubu jest wiedza, jaką zyskałam od Ani, innych klubowiczów i ta, która sama gdzieś odnalazłam. Gotuję nie tylko dla siebie, ale i męża oraz synka, więc to ja decyduje o tym, czym oni się żywią. Dowiedziałam się, jak komponować posiłki żeby były one wartościowe i sycące. Strata wagi przeszła jakby na drugi plan (choć nie powiem, że nie cieszy mnie kupowanie mniejszych ubrań). Najważniejsze dla mnie jest to, że to ja panuję nad jedzeniem, a nie ono nade mną. 

Dziś po raz pierwszy raz od 3.5 roku czuje się dobrze w swoim ciele. 

Odkąd odchudzam się z Klubem, zaczęłam zastanawiać się nie tylko nad tym, co jem, ale również nad moimi relacjami z jedzeniem. W Klubie nie muszę sama błądzić w świecie diet i porad, co jeść z czym i o której godzinie. Okazuje się,  że, jak zwykle, najprostsze rozwiązania, to te, właściwe (jak w matematyce) - jeść wszystko, ale z umiarem. Pijcie z głową, nie z zapitką, jak mawiał dowódca mojego kolegi, gdy chłopakom szykowała się zakrapiana impreza. I to działa! Jem słodycze i pizzę i makaron. Ale również i mnóstwo warzyw, owoców, zdrowego mięsa, ziół. Czuję się lekko, mam dużo energii na następny dzień, skóra lepiej wygląda. 

Przede mną jeszcze paręnaście kilo, ale wiem, że je zrzucę. 

Znajomi otwierają oczy ze zdziwienia gdy nie odmawiam kawałka ciasta i delikatnie pytają "A ty już się nie odchudzasz?". Na to ja, że cały czas! 

Wierzę, że w poranek moich następnych, 34 urodzin waga pokaże wymarzoną wagę z 6 z przodu, a mój problem jedzenia będzie już tylko koszmarkiem, który czasem wraca we śnie, jak wtedy, gdy śni nam się, że znów piszemy maturę..."

4 komentarze:

  1. Niesamowicie silna osoba, podziwiam ją i przesyłam pozdrowienia i wyrazy wielkiego uznania. Byle tak dalej! :)

    OdpowiedzUsuń