środa, 25 marca 2015

Wylewaj pot na siłowni z głową!

Mamy wiosnę, idzie lato – każda z nas chce założyć sukienkę na ramiączkach i nie wstydzić się zwiotczałych ramion. Każda chce, aby letnie spodnie gładko układały się na płaskim brzuchu i nie były rozciągane przez miękki uda… Ach! Dla zapobieżenia takim „kompromitacjom” jesteśmy nawet gotowe wylać trochę potu w siłowni. Bardzo dobry pomysł, ale z głową!  Nie chcę się silić na fachowe doradztwo, co na który mięsień powinnaś wykonywać, aby wyrzeźbić go do perfekcji – nie znam się na tym. Trochę się jednak znam na pragnieniach, aby wyglądać świetnie i na amoku, w jaki można chwilowo popaść, aby te pragnienia realizować. Piszę chwilowo, bo tylko do… pierwszej kontuzji. 

piątek, 20 marca 2015

Spryt na fitnessie :-)

W poprzednim wpisie „zajrzałam” do fitness klubu. Może i Tobie się to ostatnio zdarzyło albo dopiero planujesz – idzie wiosna! Oczywiście mówię o wizycie w realu. Bardzo dobry pomysł, ale zrealizuj go ze sprytem! Tym razem nie dietetycznym, oczywiście. 

Po co nam spryt w siłowni? Po to, aby się jak najmniej namachać i osiągnąć maksymalny efekt? Po to też, oczywiście, ale od takiego sprytu każdy dobry fitness ma wykwalifikowaną kadrę nauczycieli. Spryt jest nam samym potrzebny po to, żeby…. Sobie nie zaszkodzić.

poniedziałek, 16 marca 2015

Nie jesteśmy cyborgami

Nie jesteśmy cyborgami
Ten fakt już wielokrotnie stwierdziliśmy, nie działamy mechanicznie. A jako żywe istoty miewamy czasami chwile słabości czy nawet jakieś większe dołki. Takie nasze ludzkie prawo. Im dalej jesteśmy od entuzjastycznego początku drogi – dokądkolwiek by ona nie miała nas prowadzić, np. do zrzucenia zbędnych  kilogramów – tym ryzyko jest większe. Czasami takie dołki dają nam po prostu chwilę wytchnienia w jakimś większym wysiłku, ale też potrafią solidnie namieszać albo wręcz zrujnować nasze wysiłki mające prowadzić do określonego celu. Tak jest na pewno w dążeniu do osiągnięcia mniejszej wagi i szczupłej figury. Z oczywistościami nie ma co się spierać, ale też możesz nie poddawać się biernie dołkowemu zniechęceniu, a już na pewno możesz nie przykładać się sama do pojawiania się takich dołków. No tak, czyli czego nie robić?

poniedziałek, 9 marca 2015

Podręczny zestaw przekąskowy. A może to zestaw ratunkowy? :-)


Przekąska w SpokoBOX - i chudniesz!!!
słodycz w kontrolowanej ilości i naszym tajnym składzie
Chwytanie w dłoń małych przekąsek i podjadanie – z głodu albo z przyzwyczajenia –  to kolejna codzienna zmora dla odchudzających się, a przynajmniej usiłujących to robić.  W ten sposób możesz sobie dostarczyć mnóstwa, najczęściej bezwartościowych kalorii, mając poczucie, że przecież nic konkretnego nie zjadłaś. Ładne nic! Taki na przykład batonik czekoladowy potrafi mieć i ponad 300 kcal. I prawie  2 porcje MCN!!!

środa, 4 marca 2015

Gosia - minus 13 kilo na 33 urodziny :-)

Całkowicie bez komentarza. Gosia z mojej grupy Internetowej. Na żywo nigdy się nie widziałyśmy. Przez kamerę - prawie co tydzień. Gosia napisała to po 6 miesiącach w Klubie:

"Jest poranek 19 lutego, 2015 roku. Moje 33 urodziny. Jedząc moje dwa jajka z kromką razowego chleba myślę co po kolei przygotować, żeby się wyrobić do przyjścia gości. Myślę, co na siebie włożę, co zrobię z włosami. Rozmyślam nad tym, że jestem rok starsza, a czuję się młodsza. 

Jestem lżejsza o 13 kilo. To ciało - a na psychice jestem lżejsza o 100 kg. 

Moje urodziny rok temu nie były tak przyjemne. Jak codziennie, obudziłam się z myślą, że wczoraj znowu objadłam się wieczorem słodyczy, że znowu się nie kontrolowałam, że kolejny raz nie dotrzymałam obietnicy danej samej sobie poprzedniego dnia. Rok temu nie panowałam nad sobą, nie umiałam normalnie jeść - żyłam w błędnym kole objadania się - wyrzutów sumienia od tego objadania, a potem uciszania wyrzutów sumienia słodyczami i myślą "od jutro dieta", by zepchnąć te wyrzuty gdzieś w najdalszy kąt. Następny dzień był dokładnie taki sam. 

W ten sposób przytyłam 20 kilo, moje poczucie wartości spadło do zera i to wszystko miało coraz większy wpływ na coraz więcej stref mojego życia. To zadanie psychologa, wytłumaczyć, jak działa na nas grupa i lider, ale ja wiem ze to dzięki trenerowi i mojej grupie motywacyjnej powoli wyszłam (albo uciekłam) z tego błędnego kola "od jutra się odchudzam". Powoli, mozolnie, dzień po dniu odzyskiwałam kontrolę nad tym, co wkładam do ust. 

Cenne wskazówki Ani pomagały zwalczyć źle nawyki, zmniejszyć porcje. Przy pomocy Ani i klubowiczów zapanowałam nad moja pietą achillesową - słodyczami. Dziś delektuję się nimi, a nie bezmyślnie pochłaniam. Co wieczór zasypiam spokojna bez samo-sabotujących myśli. Przestałam nienawidzić swoje ubrania, bo już złośliwie nie skurczają się co noc.

 Kolejnym dodatkowym plusem należenia do klubu jest wiedza, jaką zyskałam od Ani, innych klubowiczów i ta, która sama gdzieś odnalazłam. Gotuję nie tylko dla siebie, ale i męża oraz synka, więc to ja decyduje o tym, czym oni się żywią. Dowiedziałam się, jak komponować posiłki żeby były one wartościowe i sycące. Strata wagi przeszła jakby na drugi plan (choć nie powiem, że nie cieszy mnie kupowanie mniejszych ubrań). Najważniejsze dla mnie jest to, że to ja panuję nad jedzeniem, a nie ono nade mną. 

Dziś po raz pierwszy raz od 3.5 roku czuje się dobrze w swoim ciele. 

Odkąd odchudzam się z Klubem, zaczęłam zastanawiać się nie tylko nad tym, co jem, ale również nad moimi relacjami z jedzeniem. W Klubie nie muszę sama błądzić w świecie diet i porad, co jeść z czym i o której godzinie. Okazuje się,  że, jak zwykle, najprostsze rozwiązania, to te, właściwe (jak w matematyce) - jeść wszystko, ale z umiarem. Pijcie z głową, nie z zapitką, jak mawiał dowódca mojego kolegi, gdy chłopakom szykowała się zakrapiana impreza. I to działa! Jem słodycze i pizzę i makaron. Ale również i mnóstwo warzyw, owoców, zdrowego mięsa, ziół. Czuję się lekko, mam dużo energii na następny dzień, skóra lepiej wygląda. 

Przede mną jeszcze paręnaście kilo, ale wiem, że je zrzucę. 

Znajomi otwierają oczy ze zdziwienia gdy nie odmawiam kawałka ciasta i delikatnie pytają "A ty już się nie odchudzasz?". Na to ja, że cały czas! 

Wierzę, że w poranek moich następnych, 34 urodzin waga pokaże wymarzoną wagę z 6 z przodu, a mój problem jedzenia będzie już tylko koszmarkiem, który czasem wraca we śnie, jak wtedy, gdy śni nam się, że znów piszemy maturę..."

poniedziałek, 2 marca 2015

Małymi kroczkami do celu… to nie musi być nudne!

Umieć stawiać małe kroczki i doceniać każde najmniejsze  zwycięstwo… Ideał przy realizacji każdego długookresowego celu! Cecha, która pozwala nie stracić cierpliwości i nie rzucić wszystkiego w diabły jeszcze przed półmetkiem! Ponieważ tu zajmujemy się przede wszystkim odchudzaniem, od razu przejdę do konkretów…