niedziela, 8 lutego 2015

Triki dietetyczne - co i jak?

Chociaż od dawna gorąco namawiam do zmiany nawyków żywieniowych na zdrowsze (na tym w głównej mierze polega Metoda Równowagi), nie będę nikogo przekonywać, że jest to łatwe i bezproblemowe. Mówimy przecież o nawykach, czyli o czymś, co towarzyszy nam „od zawsze” i stało się naszą drugą naturą. Zmiana w tym obszarze ma wiele skomplikowanych aspektów, dla każdego z nas mających  inny ciężar gatunkowy, różnie dających się nam we znaki. 

Ot, weźmy choćby takie zakupy: mamy w sklepach swoje utarte ścieżki, obieramy znane kierunki, by dotrzeć do tych samych, znajomych półek i lodówek, wybieramy, sięgając w te same miejsca na półkach. Co prawda w dużych supermarketach co jakiś czas robi się przemeblowania produktowe, aby właśnie zmusić ludzi do zapoznania się z szerszą ofertą i kupienia czegoś jeszcze nieznanego, nowego, czegoś więcej niż dotychczas (chodzi oczywiście o więcej Twoich pieniędzy zostawionych w kasie). Ale my wolimy inaczej, wolimy iść jak po sznurku do znanych produktów. Zmiana sposobu odżywiania wymaga od nas poplątania tych sznurków albo zrezygnowania z nich. Trudne… Czujemy się bezpieczniej, kiedy wiemy co kupujemy i wiemy co jemy... 

Czy na pewno? Czy zastanawiamy się, co zjadamy w takim menu „z przyzwyczajenia”? Dla wielu z nas trudnym do przejścia momentem jest właśnie gruntowny remanent dotychczasowego menu. Wolimy właściwie nie wiedzieć, jak ono się bilansuje z rzeczywistymi potrzebami naszego organizmu. Przeczuwamy ponadto, że może nie wszystko w nim gra, że tak zdobyta wiedza może nas pozbawić sporej porcji spokojnego samozadowolenia. 

Co więc robić, aby te zmiany jednak wprowadzić i nie potknąć się już na starcie?

Po pierwsze – wprowadzać małymi kroczkami, a nie jako rewolucję, dać organizmowi czas na asymilowanie zmian.

Po drugie – zrobić jednak ten remanent, czyli poświęcić kilka dni (nawet 2 tygodnie) na rejestrowanie wszystkiego co zjadamy – określimy w ten sposób tzw. stan wyjściowy, „stan zero”, i znajdziemy miejsca, gdzie zmiana będzie najbardziej potrzebna albo najłatwiejsza.

Po trzecie – niczego sobie nie obiecywać i nie przysięgać, tylko podjąć realistyczne postanowienia, o których wiemy, że są dla nas do zaakceptowania. Jeśli np. nie znosisz smaku brokułów (skądinąd bardzo zdrowych!), to nie zakładaj, że od teraz staną się codziennym elementem Twojej diety  – lepiej wybierz inne warzywa, o różnych barwach i smakach, przyrządzaj je na różne sposoby, a z czasem może nawet przyjdzie Ci ochota na brokuły… Ale zapewniam, że bez nich też można się zdrowo odżywiać. Ważne, by małe zmiany wprowadzać konsekwentnie, a organizm przyzwyczai się do nich i całą robotę wykona już sam.

Dobrym sposobem jest dodawanie do Twoich ulubionych potraw innych produktów niezbyt lubianych przez Ciebie (zazwyczaj z pełnym poświęcenia westchnieniem…). Po co?!  W końcu to ma być zmiana na długo, może na zawsze, chcesz się zadręczać? Lepiej spróbuj, czy kiedy  smak i konsystencja tych problematycznych pokarmów wymiesza się z lubianymi przez Ciebie potrawami, zdołasz   przemycić w diecie coś zdrowszego, np. jeśli nie lubisz surowych owoców –są tacy! –  dodawaj je do muesli, sałatek, kaszy… sposobów jest mnóstwo!

Osobnym ważnym zagadnieniem jest stosowanie sprytnych zamienników – niby to samo, coś bardzo podobnego, o podobnej funkcji dietetycznej, ale jednak zdrowsze. Tu znajdziesz m.in. różne sprytne triki kulinarne, które – uwierz! – naprawdę się sprawdzają i z czasem potrafią całkowicie zmienić rodzaj menu. Tak więc  nie działaj tak, czując się pozbawionym czegoś, zamieniaj, sprytnie podmieniaj, paktuj sam z sobą. 

Kilka przykładowych trików: 
  1. w sałatce jarzynowej zamień majonez na musztardę z odrobiną jogurtu - jest duża szansa, że goście "się nie kapną" a i Ty zjesz to ze smakiem - oszczędność kilkuset kalorii na osobę gwarantowana  :-)
  2. majonez do innych potraw zamień lub lekkie dipy na bazie jogurtu (ewentualnie "Majonez Inaczej" z naszych przepisów - cz. 2); 
  3. podawaj sosy z boku, nie na talerzu i używaj ich homeopatyczne ilości (np. tylko maczając w nich widelec), aby poczuć smak, a nie utopić w nich potrawy; 
  4. zamień białko z tłustych mięs na drób, ryby i owoce morza; 
  5. piecz, grilluj i gotuj na parze zamiast smażyć czy dusić w tłustym wywarze; 
  6. jedz całe owoce zamiast pić wyciskane z nich soki, 
  7. zamieniaj czekoladki i ciasteczka na orzechy, suszone owoce lub słodycze wykonane z dietetycznym sprytem (jest ich mnóstwo w naszych klubowych przepisach); 
  8. stopniowo rezygnuj z tłustego nabiału na rzecz tego chudszego. 
  9. Do głównych posiłków dodawaj więcej warzyw albo owoców - zobaczysz, że "samo się zjada mniej" tłustych konkretów i niepotrzebnych węglowodanów
  10. No i po trochu zmniejszaj porcje zmieniając ilość na jakość - jakość jedzenia, jakość jego podania, jakość jego celebrowania i jakość towarzystwa :-)
Więcej trików znajdziesz w naszym podręczniku, a także na tym blogu, w postach o strategiach przyjęciowo-świątecznych. 

Ale jeśli od czasu do czasu najdzie Cię wieeeeeelka ochota na coś ewidentnie niezdrowego – po prostu to zjedz, pozwól sobie ulec pokusie, zamiast uparcie z nią walczyć. To się per saldo naprawdę opłaca, wypróbowano empirycznie! W końcu powinniśmy też nakarmić czasami tę, może wstydliwie skrywaną,  część naszego człowieczeństwa – wielkiego łakomczucha –  zamiast zaprzeczać jej istnieniu albo uparcie z nią walczyć. To też jest element Równowagi. :-)

1 komentarz:

  1. Fantastyczne rady!
    Btw. wiesz, że bierzemy dział w blogu roku - pasje i twórczość - prosimy o głos sms H11171 na nr 7122 <3 Dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń