sobota, 17 stycznia 2015

Magiczna ilość alkoholu, 9,3 jednostek, która zmienia całkowicie odchudzanie

Źródło: Internet
9,3 jednostek alkoholu. Pomaga schudnąć, czy przeszkadza? O co chodzi? Zaraz wytłumaczę.

Nie wiem, czy mocno daje się to odczuć, ale właśnie mamy karnawał! Czas balów, przyjęć, tańców, raj dla sybarytów. Szampan i inne wyskokowe trunki są nieodłącznymi atrybutami takich zabaw. Wszystko super, karnawał po to jest, aby się bawić, ale dobrze jest też czasami zaznajomić się z ciekawymi nowinkami na temat owych wyskokowych napojów. Najlepiej z ciekawostkami potwierdzonymi naukowo. 

Taką właśnie „nowinką” jest fakt, który praktycznie dał się wielu z nas zaobserwować, dlatego też intuicyjnie sporo osób go przeczuwało – że po osiągnięciu pewnego magicznego punktu w spożywaniu trunków przekraczamy granicę dokonywania w miarę zdrowych wyborów dietetycznych. I to zarówno w jedzeniu, jak i w piciu. I wtedy nie dość, że rozstajemy się z rozsądkiem, to nasze niezdrowe wybory uzyskują jakby turbodoładowanie.

Dzieje się tak nie tylko dlatego, że percepcja już nie ta i że logika  umysłu przesłoniętego alkoholową mgiełką jest zdecydowanie inna. A przynajmniej nie tylko dlatego. Jest to tak skokowa zmiana, że wydaje się, iż ów punk krytyczny uruchamia jakieś potężne mechanizmy w naszym organizmie, że jest  jak przejście przez zwierciadło do innego, nierzeczywistego świata. Jednak to, co w tym świecie wyprawiamy, ma jak najbardziej realne następstwa. Brytyjscy naukowcy zbadali, że po przejściu takiego punktu człowiek średnio przyjmuje aż 6300 dodatkowych kilokalorii na dobę, a nasze zachowania oscylują w kierunku przesiadywania przed telewizorem, zalegania w łóżku, szperania w Internecie, głównie na portalach społecznościowych. Bomba energetyczna i znacznie zmniejszony pobór tej energii – prosta droga do nadwagi.

Nie jest to opowiastka z serii „co też ludzie nie wyprawiają po alkoholu!”, ale poważny, zaobserwowany i zbadany problem, którego rola w szerzeniu się „epidemii” otyłości jest coraz większa. 

A gdzie ów punkt krytyczny się znajduje? U każdego oczywiście w nieco innym miejscu, naukowcy określili jednak uśredniony taki punkt. Wynosi on 9,3 jednostek alkoholu, co odpowiada 3,7 litrom piwa lub 3,1 dużym kieliszkom wina. 

Chciałoby się powiedzieć, że osoby zmagające się z takim syndromem mają tak na własne życzenie, w końcu nikt nikomu nie każe tego punktu krytycznego przekraczać! A otóż okazuje się, że nie do końca, naukowcy trochę nas zwalniają z odpowiedzialności, twierdząc, że alkohol, nawet spożyty w niewielkiej ilości, nieco nas do tego punktu krytycznego popycha (a przynajmniej zachęca), ponieważ pobudza apetyt, osłabia siłę postanowień oraz wzmacnia system wynagradzania przez jedzenie. I że owych niezdrowych wyborów dokonujemy niejako nie z własnej winy. 

Dlatego pojawiły się już wśród lekarzy i dietetyków postulaty, aby w kampaniach społecznych nie ograniczać się już do zapobiegania otyłości i nadużywaniu alkoholu – że należy ten ścisły turbozwiązek pomiędzy alkoholem i otyłością ludziom dobitnie uświadomić. Być może więc szykuje się nam nowa kampania informacyjno-uświadamiająca.  Zanim jednak nie nabierze rozpędu i tak dla własnej korzyści dobrze by było taki punkt krytyczny dla samego siebie ustalić. Niekoniecznie empirycznie! Tak po prostu dla wiedzy i dla… Równowagi. Po co nam potem borykać się z tym matematycznym zawrotem głowy liczonych w tysiącach kilokalorii. A tak w ogóle, życzę udanych, wystrzałowych i szampańskich karnawałowych balów!

1 komentarz:

  1. Ale wśród młodych ludzi to już jest taki standard: idziesz wieczorem na piwo? No idę. Ale przecież to nigdy nie jest jedno...

    OdpowiedzUsuń