środa, 5 listopada 2014

Telewizja pomoże dzieciom schudnąć?

Hurra, jest dobra wiadomość: widać światełko w tunelu! A nawet dwa światełka.  Wybacz tę może nazbyt metaforyczną retorykę, ale tak mi się jakoś skojarzyło… Już się tłumaczę: ten tunel to ogólnie kiepska sytuacja z kondycją i wagą nas samych  i naszych dzieci (czy może raczej z brakiem kondycji i z NADwagą). Mroku dodaje fakt, że tzw. świadomość społeczna w tych sprawach też wciąż jeszcze nie należy do najwyższych. Trochę ostatnio na ten „tunelowy” temat ponarzekałam, ale życie płynie dynamicznie, coś się ciągle dzieje, a ostatnie dni października przyniosły newsy, które są owymi światełkami.

News pierwszy: siedmiu największych nadawców telewizyjnych w Polsce (szczęśliwie jest wśród nich także polski oddział The Walt Disney Company) podpisało porozumienie, na którego mocy od Nowego Roku 2015 audycje nadawane dla dzieci w wieku do 12 lat nie będą przymusowo okraszone reklamami śmieciowego jedzenia. Znikną z ich okolic batoniki, chipsy, ciasteczka, czekoladki, chrupki, pełne cukru bąbelkowane napoje i inne niezdrowe rzeczy. Świetnie! Biorąc pod uwagę to, że najmłodsi pragną przede wszystkim posiadać i smakować to, co właśnie zobaczyły w tv, wiadomość znakomita! Nasze pociechy, przyznajmy to, mają jakiś (czasem całkiem spory) wpływ na to, co wybieramy podczas wspólnych wypraw do sklepu. Czasem też samodzielnie, bez naszego nadzoru, wydają swoje kieszonkowe… Badania przeprowadzone na ten temat są nieubłagane: aż w 83,5% zakupów dzieci  kierują się tym, co zobaczyły w telewizji, a aż 90% tego stanowią słodycze! W obliczu tych wyników nawet częściowe ograniczenie słodkich i chipsowych reklam to znakomita wiadomość. 

News drugi (choć de facto o kilka dni wcześniejszy): od nowego roku szkolnego w szkołach i przedszkolach tegoż śmieciowego jedzenia w ogóle nie będzie można podawać ani sprzedawać. Przede wszystkim rewolucji w swoim asortymencie będą musiały dokonać szkolne sklepiki, w których dzieciaki uwielbiają poszaleć bez nadzoru rodziców. Tym razem na wysokości zadania stanęli posłowie, nowelizując stosowną ustawę. I bardzo dobrze!  Cieszę się, że dzieci będą miały dalej do tego czekoladowego batonika czy coca coli. Pokładam wielką ufność w młodzieńczej niecierpliwości naszych pociech – większości dzieciaków nie będzie się chciało czekać do końca lekcji, żeby kupić sobie coś pysznego (i niezdrowego). Zadowolą się owocem czy inną zdrową przekąską, a potem się przyzwyczają. Oby szybko.  Co prawda zawsze mogą sprytnie zaopatrzyć się w batony i chipsy przed lekcjami, ale pewnie coraz mniej chętnie, jeśli te znikną z ukochanych reklam.
Moim zdaniem te dwa działania dorosłych bardzo dobrze się uzupełniają i mogą (mądrze wykorzystane) przynieść wiele dobrego. I to nie tylko dzieciom, ale i samym dorosłym – w końcu nie tylko dzieci mają nadwagę. 

No tak, ale żeby nie popaść w euforię, przypomnę, że to dopiero początek. Tak naprawdę wszelkie  wycofania i zakazy aż proszą się o danie czegoś w zamian, pójścia konsekwentnie dalej tą drogą. Naprawdę smaczne i atrakcyjne „nieśmieciowe” przysmaki, może wykreowanie młodzieżowej mody na zdrową żywność, tak jak na modne trampki... Mnie się marzy jakaś fajna, ciekawa w formie i zabawna edukacja na temat zdrowego odżywiania. Nie tylko dla dzieci do lat 12 – dla wszystkich do lat 112. Ale jeśli mowa o szkole – gdyby  pojawił się taki nowy przedmiot, jestem dziwnie spokojna o oceny dzieci Klubowiczów z Klubu Równowagi. Wiem, że Klubowicze zazwyczaj także swoje rodziny wprowadzają  w cudowny świat Równowagi Metabolicznej, w którym zdrowe wybory menu są automatyczne. Nasze klubowe dzieciaki pewnie jak jeden mąż z takiego „zdrowego żywienia” miałyby szóstki – w końcu na co dzień mają ten przedmiot w domu, na talerzu.

2 komentarze:

  1. To świetnie, że w szkołach będzie utrudniony dostęp do niezdrowego jedzenia. Miałam mnóstwo praktyk w różnych szkołach i moje obserwacje były zatrważające - praktycznie połowa dzieci miała co najmniej nadwagę. Niestety jest to kwestia przede wszystkim głupoty rodziców, którym wygodniej dać dziecku chipsy, batona i drożdżówkę, niż zrobić coś normalnego do jedzenia. Napatrzyłam się na takich zapędzonych rodzicieli, którzy oddawali dzieci rano do szkoły, wciskając im przetworzone śmieci do jedzenia i odbierali swoje pociechy tuż przed zamknięciem świetlicy. Przykra sprawa. Z drugiej strony można też utuczyć dzieci nadmiarem zdrowego, domowego jedzenia. Ja oraz moje rodzeństwo zawsze mieliśmy skłonność do tycia, a w naszej rodzinie dużo się jadło, dlatego byliśmy grubymi dzieciakami. Grunt to zachowanie odpowiednich proporcji.

    OdpowiedzUsuń
  2. No brawo w końcu ktoś sie odważyl powiedzieć, że mamy społeczeństwo zombiaków :)) wpatrzonych w telewizyjnego pana doktora i białą tabletkę :)) brawo !!

    OdpowiedzUsuń