piątek, 3 października 2014

Słodziki "zero kalorii" powodują tycie!!!

Mam nadzieję, że wszyscy – zachęceni kilkoma wpisami na blogu – trochę ostatnio poćwiczyli albo chociaż optymistycznie  porozmyślali o ćwiczeniu i są dzięki temu zrelaksowani. Dzisiaj bowiem chcę trochę postraszyć. 

Wszystko wskazuje na to, że do „kanonicznej” listy trzech białych zabójców żywieniowych (białej mąki, białej soli i białego cukru) powinniśmy dodać czwartego złoczyńcę: sztuczne słodziki. Słodziki właściwie już od jakiegoś czasu były podejrzane i miały złą prasę. Za powód wystarczyły wyniki badań, z których wynikało jasno, że myszki karmione słodzikiem tyły dwa razy szybciej niż te karmione cukrem. Ale ostatnio okazało się i zostało dowiedzione, że sztuczne substytuty są tak samo szkodliwe jak cukier. Nie bardziej, nie mniej – ale tak samo. Co to oznacza? To, że nie możemy sobie powiedzieć: „ach, to już zdrowszy jest cukier!” i zwolnieni z wyrzutów sumienia  zacząć znów słodzić bez umiaru. Dr Eran Elinav i jego zespół z izraelskiego Instytutu Weizmanna przeprowadzili badania trzech popularnych słodzików – sacharyny, suklarozy i aspartamu – a wyniki tych badań opublikowali w prestiżowym „Nature”. Konkluzją było, że preparaty te prowadzą do nietolerancji glukozy, czyli do zaburzenia polegającego na tym, że organizm nie radzi sobie z podwyższonym poziomem glukozy we krwi. Może to z kolei prowadzić do stanu przedcukrzycowego i do samej cukrzycy, czyli najpowszechniejszych w ostatnich latach chorób cywilizacyjnych, naszych autentycznych zabójców. Ze szczegółowo opisanych badań (zainteresowanych zapraszam do literatury fachowej dostępnej w Internecie) wynikało także, że sztuczne słodziki oddziałują (jeszcze nie do końca wiadomo w jaki sposób) na bakterie jelitowe, „skłaniając” je do zaburzania prawidłowego metabolizmu. Badania będą oczywiście kontynuowane i uszczegóławiane, ale już dziś jest oczywiste, że wydawałoby się idealne rozwiązanie, za jakie kiedyś uważano zastąpienie cukru słodzikami, nie sprawdziło się ani u osób walczących z nadwagą, ani u diabetyków. W uproszczeniu można powiedzieć, że słodziki powodują, że organizm zachowuje się, jak by dostał dawkę cukru, ale tego cukru nie ma. No i równowaga się rozchwiewa...Nie piszę tego po to, aby Cię pouczać, nawracać na „jedynie słuszną” ścieżkę czy nawoływać do umartwiania się w imię wyższych celów – oczywiście uniknięcie cukrzycy takim celem może być. Chcę tylko jeszcze raz przypomnieć, że kiedy uporządkujemy sobie swoją gospodarkę metaboliczną – a to właśnie robimy w Metodzie Równowagi – naprawdę będziemy potrzebować i mieć ochotę tylko na tyle słodkości (czytaj: słodkiego smaku), ile na pewno nam nie zaszkodzi. Serio. Czyli niejedzenie ciastek, cukierków, batoników i tortów nie będzie wyrzeczeniem wynikającym ze stosowania diety, ale wynikiem naszego autentycznego zapotrzebowania. Sama jestem przykładem: kiedyś uwielbiałam słodką kawę z syropami i nie wyobrażałam sobie, że taka słodziutka może być niedobra. „Już wolę dźwigać ciężary w siłowni niż na zawsze rozstać się ze słodką kawusią” – myślałam przygnębiona. A teraz? Kawusia jest pyszna bez cukru i bez syropów, a moje ulubione słodycze to: surowa papryka, jabłko, melon. Oczywiście także gorzka czekolada :-)

W ostatni czwartek w Grupie Motywacyjnej, którą prowadzę świętowaliśmy osiągnięte cele dwójki Klubowiczów. A ponieważ w Metodzie jest grupa DoWOLI, to jedna z osób świętujących przyniosła ciacho. Upiekła je sama z połową cukru z przepisu. A dla mnie i tak było za słodkie!!! I naprawdę nie krygowałam się, tylko moje kubki smakowe są wytrenowane już zupełnie inaczej!

A na przykład moja ciotka musiała na dłużej odstawić cukier ze względów zdrowotnych. Po kilku miesiącach, gdy alarm minął i zdrowie cioci się ustabilizowało, sama słyszałam, jak grzecznie dziękowała za zwykłe drożdżowe ciasto, którym częstowała ją córka: „Wiesz, kochanie, oczywiście jest dobre, ale dla mnie po prostu ZA SŁODKIE, nie bardzo mi smakuje”. Autentyk, byłam przy tym!

Dla najbardziej rozżalonych zostaje jeszcze stewia. Swoją drogą, kiedy ostatnio dodałam kilka świeżych listków tej roślinki do sałatki z pomidorów, cebuli i fety, rodzina skomentowała: „Aleś posłodziła! Zmieniamy nawyki?” To jako anegdotka :-)

Czyli nie lejmy łez za cukrem i słodzikami, a jeśli bardzo musimy, to po prostu ich używajmy. Będąc jednak świadomi, z czym to się wiąże (po to dzisiejszy wpis), a także tego, że nasza miłość do słodkiego może być tylko fałszywym zauroczeniem.

6 komentarzy:

  1. Tu piszesz o sztucznych słodzikach, czy tak samo będą działać te naturalne jak np. stewia? I co z ksylitolem o którym w sumie słyszałam wiele dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Stewia i ksylitol nie są w tej samej kategorii, co sztuczne słodziki, absolutnie. O stewii nie słyszałam jeszcze nic negatywnego, oprócz tego, że niektórzy odbierają ją jako gorzkawą ( w sensie posmaku). Natomiast ksylitol jest nieco bardziej kontrowersyjny. Generalnie świetny, zabija złe bakterie i grzyby (dlatego uwaga - ciasto drożdżowe na ksylitolu nie urośnie :-)), ale w nadmiarze powoduje biegunkę i nie jest polecany dla dzieci. Ja do deserów stosuję i stewię i ksylitol. Natomiast ABSOLUTNIE nie używam aspartamu, sorbitolu, itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na stewii ciasto drożdzowe też nie urośnie. Ale wszystkie inne ciasta mi wychodzą ze stewią. Żeby nie zaburzyć proporcji w cieście mam taką stewię 1:1, której dodaje się tle samo co cukru w pzepisie. Bardzo pomocne. Polecam:)

      Usuń
  3. Aniu a czy wiesz jak po angielsku nazywa się stewia i ksylitol?

    OdpowiedzUsuń