wtorek, 5 sierpnia 2014

Polacy nadmiernie namawiają innych do jedzenia! Jak przetrwać grillówkę?

Źródło: freeimages
Jesteśmy mniej więcej w połowie lata, przed nami jeszcze sporo grillówek i różnych garden parties. A na nich, poza przemiłą atmosferą, mnóstwo zagrożeń.  Można nawet powiedzieć, że im atmosfera milsza, tym zagrożenia silniejsze. No bo poza pokusami płynącymi z półmisków, talerzy i grillowych tacek, musimy jeszcze walczyć z przemożną, nie dającą się łatwo pominąć szczodrością gospodarzy i wielkoduszną troską współbiesiadników o rozkosze naszego podniebienia. I co zrobić?
Zaprzestać bywania? O nie, przenigdy, jeśli lubisz taki sposób spędzania wolnego czasu, nie rezygnuj z tego, nie musisz się umartwiać i unikać okazji do towarzyskich spotkań, przecież w Metodzie Równowagi nic nie jest zakazane! Jak zwykle uratuje Cię spryt. Tym razem chodzi o spryt odmawiania. Taki spryt można też nazwać asertywnością: skutecznie odmawiasz, nie obrażając niczyich dobrych intencji.

O odmawianiu na przyjęciach pisałam już przy okazji Świąt Wielkanocy (post z 16 kwietnia), możesz oczywiście skorzystać z podanych tam sposobów. Dziś jednak chcę Cię wyposażyć w trochę wiedzy, która pozwoli Ci wybrać najbardziej odpowiednie (i skuteczne) w danej sytuacji strategie obronne. W końcu nie na każdego życzliwego karmiciela działają te same sposoby. Tu musisz się posłużyć własnym wyczuciem sytuacji.

I żeby było jasne: na party nie idziesz po to, aby wszystkiego odmawiać, zjedz jednak tyle, ile Ty sama chcesz i tego, co sama wybrałaś. Zdarzy się jednak, że ktoś z siłą taranu będzie Cię namawiał do zjedzenia czegoś wyjątkowo kalorycznego, czego w ogóle nie planowałaś tknąć. Musisz być przygotowana. Oto kilka scenariuszy. 

 • „Jeden kęs cię przecież nie zabije…” „Wiem, masz rację, ale to jest tak pyszne, że jeśli zjem jeden kęs, nie będę mogła się powstrzymać i pożrę pół salaterki, w wiesz, jak to się skończy…” i tu porozumiewawczy uśmiech. Inna taktyka w takiej sytuacji:  „Tak, masz rację, chętnie spróbuję tego za chwilę…”. Później spróbujesz albo nie, a takie odraczanie z jednej strony nie obraża zachęcacza, a z drugiej Tobie daje swobodę wyboru. Trudno będzie takiej osobie  pilnować Cię aż do końca przyjęcia. Jeśli jednak pod koniec zostaniesz przyparta do muru pytaniem, jak Ci to smakowało, zawsze możesz lekko rzucić: „och, tyle się działo, że zapomniałam o tym, na pewno spróbuję następnym razem”. 

• „Przydałoby ci się trochę mięsa na tych chudych kościach” – bezpośrednio i bezceremonialnie rzuca Twój zachęcacz. „Och, zapewniam, że nie grozi mi wygłodzenie ani inne nieszczęście, czuję się bezpiecznie”. Lekko agresywna uwaga znajomego znamionuje pewne napięcie (którego źródłem może być kompleks wobec Twojej zdrowej postawy). Na wszelkie napięcia humor jest niezastąpionym narzędziem, które go rozładowuje. Daje Ci też możliwość trochę ostrzejszego odcięcia się od sytuacji z przymrużeniem oka.

• Możesz się jednak spotkać z bardziej agresywnym zachowaniem: „Masz chyba obsesję na punkcie zdrowej diety!”. Hmmm… Najlepiej odpowiedzieć: „Nie powiedziałabym: obsesję, ale rzeczywiście dbam o to, co i ile jem, bo to mi po prostu służy”. Spokojnie potwierdzasz, że świadomie wybrałaś takie postępowanie, nie pozwalając, aby agresywne uwagi skłoniły Cię do zaniechania obranej linii postępowania. To budzi szacunek.

• „Taka okazja jest tylko raz w roku, tak jak wakacje”. „No właśnie, dlatego mam zamiar doczekać kolejnych w dobrym zdrowiu, a ten kęs to byłaby już przesada”. Dobrze jest zwrócić uwagę na aspekt zdrowia. Nasz żywieniowy rozsądek i dbanie o równowagę często mogą drażnić innych, którzy upatrują w tym sygnału: „jestem lepsza (szczuplejsza, bardziej estetyczna, mądrzejsza)” i popadają w kompleksy, że sami tak nie robią. Kiedy jednak zwrócimy uwagę na to, że rozważnie się odżywiamy w trosce o zdrowie i dla dłuższego życia, a świetny wygląd jest tylko skutkiem ubocznym,  po pierwsze możemy liczyć na zrozumienie, a po drugie na chwilę refleksji u naszego rozmówcy: „no tak, o zdrowie to ja też powinienem zadbać, to nie to samo co chęć upiększania się z próżności”.

• Jest taki sposób zachęcania bez słów: ktoś bez pytania wrzuca Ci dodatkową porcję na talerz. Tu masz pełne prawo taką porcję po prostu zignorować i w ogóle jej nie tknąć. Biorąc jednak pod uwagę, że wylądowała ona na Twoim talerzu z czystej życzliwości, w trosce o uczucia zachęcacza rozrzuć ją trochę widelcem, żeby wyglądało, że jednak nieco uszczknęłaś. Jeśli w dzieciństwie byłaś niejadkiem, świetnie znasz ten sposób (szkoda tylko, że mama nie dawała się na to nabrać).

• „No tego to musisz spróbować, to moje popisowe danie!”. Tu najlepiej się sprawdza sztuczka: szybko wybierz jeden składnik przysmaku i powiedz: „Przykro mi, ale od dzieciństwa mam awersję do brukselki, kiedyś w przedszkolu wmuszono mi ją siłą i od tej pory nie jestem w stanie się przemóc…” Z osobistymi awersjami tego typu naprawdę trudno polemizować, a ponadto opisana sytuacja może wzbudzić w zachęcaczu współczucie. Nie będzie Cię zmuszał.

• I sytuacja z kategorii najcięższych: „Zrobiłam twój ulubiony tort marcepanowy, zawsze go uwielbiałaś, dla ciebie największy kawałek”. Rzeczywiście, kiedyś, przed Równowagą, objadałaś się tym tortem bez opamiętania, stając się nawet w towarzystwie przedmiotem dobrotliwych kpin i gospodyni rzeczywiście zrobiła go, pamiętając te sytuacje. Co zrobić? „Och, wspaniale, że pamiętałaś, ale zjadłam już w życiu tyle tego tortu, że go po prostu przedawkowałam, nie mogę więcej”. I nie miej wyrzutów sumienia: obok chęci dogodzenia Twojemu apetytowi może się kryć też mała nadzieja na kolejne przedstawienie w Twoim wykonaniu. Nic nie jest takie całkiem proste…

Ważne, żebyś Ty dobrze się czuła i na party, i po nim: bez złoszczenia się na siebie za nadmierną uległość wobec poczęstunkowej przemocy albo poczucia, że kogoś obraziłaś. Pamiętaj, w sprawie jedzenia (i picia) Ty rządzisz, a w odpowiedzi na silne ataki możesz być nawet trochę jędzą (oczywiście uroczą ). Obrażać się mogą osoby, które tak naprawdę są wobec Ciebie trochę nieszczere. Prawdziwie życzliwe nawet jeśli nie zrozumieją, to uszanują. A może same zechcą trochę zmodyfikować swoje odżywianie? 

Życzę przemiłych grillówek i wakacyjnych przyjęć. W Równowadze :-)

2 komentarze:

  1. Chyba wydrukuję ten tekst i będę zabierać na przyjęcia jako instrukcję obsługi, zresztą ten z kwietnia też :-). Bardzo cenne porady :-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja myślałam o zafoliowaniu i noszeniu w torebce na stałe... :-)

    OdpowiedzUsuń