poniedziałek, 14 lipca 2014

Jak się odchudzać i nie wściekać jednocześnie? Czy to możliwe?

odchudzanie
Dzisiaj będzie o odmawianiu sobie.  Już czuję, jak się cała spinasz, czytając te słowa. I doskonale Cię rozumiem.  To. Jest. Straszne! Zmora wszystkich dietowiczów, powód stresu, wiecznie obecnej frustracji, po prostu makabra! Wszystkiego się odechciewa!

I pomimo że Metoda Równowagi, w której wszystko jest dozwolone,  powstała między innymi właśnie po to, żeby tę zmorę raz na zawsze unicestwić, doskonale zdaję sobie sprawę, że i tu może się zdarzyć problem z odmawianiem sobie. No bo co zrobić, kiedy „sens Twojego życia” stanowi coś, co zdecydowanie nie jest DoWOLI  i nawet „przehandlowanie” z innymi produktami wszystkich zalecanych 4 czy 5 porcji ZE i MCN nie załatwia sprawy? Czujesz, że jednak powinnaś sobie odmawiać… a to dla Ciebie męka. Dobrą wiadomością jest to, że tak może być tylko na początku, potem praca na spotkaniach Grupy Motywacyjnej procentuje o wiele większym spokojem, ale jednak problem jest. Dzisiejszy temat przyda się zatem i w Metodzie Równowagi.  Nie, nie chcę Cię straszyć, chcę Ci pomóc to okiełznać.



Jak się czujesz, kiedy nawet w imię wyższych celów odmawiasz sobie czegoś? Zniewolona?  Gorsza od innych? Trochę nawet urażona? Wściekła? Nie będę tu mnożyć tych przykrych określeń, jest ich mnóstwo, a żadne do końca nie oddaje dyskomfortu, jaki odczuwamy, walcząc z silną pokusą. No właśnie… A teraz pomyśl, że masz wybór, czy chcesz się tak czuć. Możesz zdecydować, czy czujesz się jak w więzieniu, czy jak nad brzegiem oceanu mnóstwa możliwości. Zamiast krat – otwarcie wielu dróg... Wiem, wiem, brzmi kiczowato i nienaturalnie, ale zaraz rozbierzemy to na części i może coś uda się z tym zrobić.
 
odchudzanieZaczynamy od początku. Masz marzenie: schudnąć (albo już nigdy więcej nie utyć). Jak wiesz, marzenie z określonym terminem realizacji to już cel :-). A więc masz cel. No i cóż… jak mówią, samo się nie zrobi. Ty o tym dobrze wiesz, to dlatego odmawiasz sobie różnych rzeczy i czujesz się czasem paskudnie. Ale każdy cel można osiągnąć na co najmniej kilka sposobów. Pomyśl, że Ty swój sposób sama wybrałaś  (to już jest dobrowolność, ha, ha). Więc możesz cel osiągnąć tak albo tak. Albo „nosząc ciężkie kajdany” i dowalając sobie za każdą niesubordynację, albo ciesząc się z profitów, jakie daje Ci każde małe zwycięstwo. Wybór ścieżki należy do Ciebie. Naprawdę!
 
Teraz zapewne zastanawiasz się, jakaż to czarodziejska różdżka ma Cię przeprogramować. Żadna. Zrobisz to sama, z niewielką pomocą.
 
Powróćmy do wyboru.  Wiesz, że postępując tak jak dotychczas i dowalając sobie, na pewno będziesz czuła się podle. Cel główny (piękna figura) realizujesz więc z trudnościami. Sama myśl, że po raz kolejny masz się poddać takiemu momentowi oporu wobec upragnionej potrawy pozostającej na wyciągnięcie ręki, budzi ciarki. Życie jest ciężkie!

Z drugiej strony jest niewiadoma: możesz spróbować tzw. pozytywnego myślenia. Nie wiesz, czy Ci to pomoże, ale istnieje taka szansa. Inni mówią, że to działa, Ty jednak nie czujesz się do końca przekonana.  Trochę to przekombinowane… Ale nie wiesz na pewno, że to nie zadziała. Co Ci szkodzi spróbować? 

No właśnie: tu wiesz na pewno, że będzie źle, a tu nie masz pewności, czy będzie dobrze… ale może będzie? Co wybierasz? Myślę, że dokonałaś wyboru i mamy to z głowy :-).
 
Teraz jak to zrobić. Radzę najprościej. Usiądź z przygotowaną kartką papieru i pisakiem i zamknij oczy. Wyobraź sobie, że właśnie kończysz dzień, w którym lekko i bez przeszkód nie uległaś żadnej pokusie (albo tylko jednej :-). Jak się czujesz? Może dumna, może usatysfakcjonowana, może zwycięska, może już planujesz ubranie się w fajną sukienkę, może widzisz głupią minę koleżanki, która nieco Ci dokucza? Och, każdy z nas ma takie swoje małe, ukryte, wymarzone satysfakcje! Przyznaj się do nich, uśmiechnij się do nich. A teraz sobie to zapisz (oczywiście najpierw otwórz oczy :-). Najlepiej zapisać w punktach, może być szyfrem, jeśli to jednak coś, czego nie chcesz ujawniać światu (przynajmniej jeszcze nie teraz). Wypisz wszystkie pozytywy (tylko pozytywy!) tej sytuacji. Tę kartkę zachowaj, a na jej podstawie TERAZ wypisz sobie krótką, bardzo osobistą afirmację. I tak dla treningu odczytuj tę afirmację kilka razy dziennie (niech będzie, że przynajmniej trzy razy).  Przykłady już za chwileczkę. Aha, i nie mów, że to nie działa już po dwóch dniach. Daj szansę tej metodzie. Pamiętasz, co pisałam o nawykach? Dopiero po 21 dniach powtarzania nowego, stary możemy uznać za osłabiony. Tu raczej nie będziesz musiała czekać aż trzy tygodnie – ale na tydzień możesz się z sobą umówić?
 
Oczywiście zamiast kartki i ołówka możesz użyć komputera, a zamiast samotności we własnej kuchni (tam się najlepiej myśli, prawda?) rozmowę z Trenerem w Klubie Równowagi albo z zaufaną osobą. Chodzi o to, żebyś ustaliła taką tylko swoją mantrę.

Przykłady:

„To jest dla mnie dobre, będę czuła się świetnie, robiąc bilans wieczorem, będę z siebie dumna i dam sobie nagrodę (tu musi być konkret, nagroda nie może być abstrakcyjna!). Poczuję zadowolenie i kontrolę. Poczuję spokój.” A teraz zamiast kolejnej porcji tortu (tłustej golonki, pudełka chałwy…) zjem banana i miseczkę czereśni.
 
Albo:
 
„Ale będzie super, jak się nie poddam ( jak nie pożrę jeszcze czterech kawałków tortu oprócz tego jednego, który już zjadłam)! Murowana satysfakcja! Jestem wspaniała! Witajcie nowe dżinsy, a Kaśka z tą swoją nadętą miną nich się udławi dietetycznym wafelkiem!”Wybór stylu też zależy od Ciebie! :-)

Jedno mogę Ci obiecać: taka satysfakcja jest o wiele trwalsza niż ulotne zadowolenie ze zjedzenia czegoś pysznego, co kusi. Potrafi trwać i kilka dni :-) A jeśli oprzesz się pokusie nie jako męczennica, ale jako istota świadoma swych pragnień, to Ty wygrywasz. Nie tort. To może być coś zupełnie nowego, czego nigdy nie zaznałaś. Taki nadprogramowy bonus. Takie odchudzanie na luza.

Nie twierdzę, że zawsze, dla każdego, bez pudła to zadziała. Proszę więc, nie czuj się zobowiązana do odczucia pozytywnego rezultatu. Nie myśl,  że to MUSI się udać… To też pewien rodzaj presji. A wiemy, jak to jest pod presją. Nie przejmuj się, najwyżej będziemy próbować dalej. Ale  jeśli żadna z dotychczasowych metod się nie sprawdziła, daj sobie szansę. 

Co Ci szkodzi spróbować? :-)

3 komentarze: