wtorek, 8 lipca 2014

Dlaczego chcesz być gruba??? Nie chcesz? A może „konkurencyjne zobowiązania” powodują, że tak naprawdę chcesz... - część 2

Kontynuuję dziś „krótkie opowieści z zaskakującą puentą”, czyli historie osób, które dopiero wizualizując sobie własne życie w postaci „slim”, odnalazły przyczyny niepowodzeń w odchudzaniu. Nie odnalazłaś siebie w przedstawionych w sobotę postaciach? Poczytaj dalej…:-)

•    Przynajmniej wiem, dlaczego mi się nie udaje. Ewa jest okrągłą kobietą od zawsze. Kobietą, która wręcz desperacko poszukuje miłości, życiowego partnera, dobrego związku. Stara się wyjeżdżać, często bywać w towarzystwie, korzysta także z portali randkowych. Jak dotąd bezskutecznie. Za ten stan rzeczy obwinia swoje nadmiarowe kilogramy. Postanowiła więc schudnąć. Podejmuje kolejne próby i… nic. Chyba nawet znowu przytyła. Kiedy wspólnie z wykwalifikowanym trenerem przyjrzała się temu trochę uważniej, dostrzegła, jakaż to zapora nie do przebycia jej przeszkadza. Wyobraziła sobie siebie szczupłą, zgrabną, atrakcyjną i … nadal bez partnera. „Co zrobię, jeśli się dowiem, że po prostu jestem mało interesująca, kiedy okaże się, że to nie moja tusza sprawia, że nie mogę znaleźć partnera? Okaże się, że jestem w ogóle do niczego, teraz przynajmniej mogę się schować za swoją puszystością”. I bezkarnie pocieszać w swojej samotności tortami czekoladowymi...


•    Celebrowanie obfitych posiłków daje mojej rodzinie poczucie bezpieczeństwa.  W rodzinie Agaty zdarzył się okres wielkiej biedy. Takiej dosłownej, ekonomicznej biedy. Jej rodzice pochodzili z rodzin, które straciły środki utrzymania i przez wiele lat musiały żyć bardzo skromnie, oszczędzając też na jedzeniu. Rodzicom Agaty po latach pracy i dobrych inwestycji udało się tę sytuację zmienić i nawet osiągnąć pewien dobrobyt. Sute posiłki i nieograniczanie się w jedzeniu stały się synonimem zmian na lepsze. Nawet cała dalsza rodzina uczestniczyła w tym sukcesie, zapraszana na wystawne obiady i rodzinne przyjęcia. Jednak pamięć traumatycznych przeżyć, strachu towarzyszącego ubogim latom nie znikła, tkwi  w rodzinie nadal.  Agata kontynuuje tradycje rodzinne, gotuje, piecze, zaprasza, dogadza domownikom. Jedzenia w jej domu nigdy nie brakuje! Tłumaczy to tym, że stać ich, dlaczego nie cieszyć się pysznym jedzeniem, jeśli mogą? Gdyby przestała tak robić (np. tylko przestawiła najbliższych na mniej tłustą i słodką, zdrowszą  kuchnię) strach przed biedą by powrócił, rodzina poczułaby znowu kryzys i traumę. Tak przynajmniej gdzieś głęboko w sobie czuje Agata.  Takie jest jej „konkurencyjne zobowiązanie”: zapewnić rodzinie poczucie bezpieczeństwa. I jak tu w tych warunkach schudnąć? 

•    Tusza mnie chroni przed związkiem, w którym mogę cierpieć. Marta wie, jak bardzo można cierpieć z powodu mężczyzny. Przez lata widziała cierpienie swojej siostry, którą porzucił mąż. Towarzyszyła jej w bólu i bezsilności, które trwale naznaczyły jej życie, sprawiły, że i w innych dziedzinach siostra nie może się do dziś pozbierać. Co więcej, niedawno zmarł ich ukochany tata, ten, który dawał miłość i bezpieczeństwo. Kolejny mężczyzna je opuścił, kolejna trauma, piekło, ból, poczucie straty… Marta wiele razy próbowała zrzucić zbędne kilogramy (duuużo kilogramów). Bez powodzenia. Pewnie już wiesz, co okazało się jej  „konkurencyjnym zobowiązaniem”? Poczucie bezpieczeństwa, ucieczka przed spodziewanym bólem. Ukryta strategia Marty to: „Lepiej nie wiązać się z mężczyznami, nie narażać na ból, na samą jego możliwość”. A jako szczupła, atrakcyjna kobieta wystawiłaby  się na takie „niebezpieczeństwo”. Ukryta pod ochronną warstwą tłuszczyku jest o wiele lepiej zabezpieczona,  na wszelki wypadek woli nie stwarzać sytuacji, w której mogłaby kogoś zainteresować i związać się z nim.   

•    Schudnę, bo mnie nikt nie kontroluje. Ewelina jako odwieczna puszysta przerobiła dziesiątki diet i odchudzających programów. Nawet te najbardziej sensowne i profesjonalne rozjeżdżały jej się po kilku dniach, najwyżej tygodniach. Dała sobie ostatnią szansę, tym razem wybrała pracę z terapeutą (no jak już nic nie działa!…). „Jeśli i tym razem się nie uda, to zestarzeję się jako grubas” – powiedziała sobie. I nagle, „nie wiadomo dlaczego”,  pięknie schudła i była pełna entuzjazmu dla dalszej pracy… Co się stało? Także jej trener był ciekawy – nie robił przecież nic nadzwyczajnego, pracował nad jej motywacjami, wizerunkiem, poczuciem wartości – jak zawsze. A tu taki spektakularny sukces. Wspólnie odkryli jego sekret. Po prostu Ewelina po raz pierwszy w odchudzaniu nie czuła się restrykcyjnie kontrolowana. Nikt jej nie wydał kategorycznych nakazów i zakazów, nie rozpisał ścisłej diety, nie kazał „spowiadać się” z popełnionych błędów. Pod opieką trenera czuła się wolna i samodzielna, więc sama podejmowała dobre decyzje. A to takie dla niej ważne! Jej ukochani rodzice byli zdecydowanie nadopiekuńczy, „w jej interesie” dokładnie kontrolowali każdy aspekt jej życia. Bunt i wyrywanie się z jakichkolwiek ram stał się dla Eweliny metodą na odnalezienie własnego człowieczeństwa, jej własnej osobowości. „Całkowita swoboda w jedzeniu i przekorne łamanie najsłuszniejszych dietetycznych zaleceń były dla mnie oznaką wolności, wyrwania się spod nadmiernej, paraliżującej kontroli rodziców, sposobem na  wyrażenie samej siebie” – odkryła. To dlatego zdroworozsądkowe zalecenia żywieniowe nie miały do niej dostępu – jako kolejne zniewolenie! Wystarczyło to tylko odczarować…

To tylko kilka przykładów. Wziętych z życia, które jest najbardziej nieprzewidywalnym reżyserem. A w interesującej nas dziedzinie po raz kolejny okazuje się, że schudnięcie jest o wiele bardziej skomplikowane niż realizacja recepty: „mniej jedzenia, więcej ruchu”.
No i co zrobić z tymi „konkurencyjnymi zobowiązaniami”? 

Nie ma rady, trzeba się z nimi zmierzyć. Inaczej szkoda czasu i energii na jakiekolwiek „działania naprawcze”. Po pierwsze trzeba sobie takie przeszkody uświadomić, wydobyć je z ukrytych w naszym umyśle zakamarków. Najlepiej po prostu  wyobrazić sobie życie bez tuszy i bez tych wszystkich rzeczy, które „stracimy”, chudnąc. Może to nie będzie wcale złe i niebezpieczne życie? Najskuteczniejsza w tym zakresie okazuje się technika wizualizacji. Tylko trzeba to zrobić porządnie, nie na pół gwizdka. Stosujemy taką technikę na spotkaniach Klubu Równowagi. Jedna z klubowiczek dzięki niej ujrzała swoje ciało jako ponton, który jej daje bezpieczeństwo na wzburzonych wodach życia. A jak to zobaczyła, to zrozumiała, że to wcale nie ponton, ale raczej  tylko balast i że go nie potrzebuje :-).

Samo znalezienie takiej ukrytej na głębszym poziomie motywacji (czy raczej antymotywacji), owego „konkurencyjnego zobowiązania”, to już wielki sukces, początek drogi. 

Trudne do przepracowania samemu? No, niełatwe, zapewne zadziałają jakieś inne ochronne sztuczki umysłu – chociażby myśl: „po co mam się w tym babrać? Ja nie jestem tak skomplikowana, taka pokręcona…”

Ale jeśli bez powodzenia walczysz z nadwagą od lat, chyba warto spróbować. Zawsze możesz poprosić o pomoc, przyjść do Klubu czy skontaktować się z Trenerem. Nie masz na to  ochoty? Może nie pozwalają Ci na to Twoje „konkurencyjne zobowiązania”? Bo a nuż by się udało… :-)

5 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy wpis. :)))

    Pozdrawiam

    nutkaciszy.blogspot.com
    truskawkowa-fiesta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za ten wpis. Człowiek to nie tylko chemia i fizyka, chyba że ta "chemia"... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo Piękny wpis i jaki ciekawy <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny wpis. Ja też przez lata ukrywałam się przed światem w za dużym ciele. Ale to się zmieniło. Nagle poczułam, że jestem gotowa, żeby się z nim zmierzyć :) Zaczęłam inaczej się odżywiać, ćwiczyć, a żeby było mi łatwiej, to wspomagałam się naturalnym suplementem figura extraslim, który przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej. Zrzuciłam już 20 kg, czuję się dobrze jak nigdy i jestem z siebie dumna.

    OdpowiedzUsuń