sobota, 5 lipca 2014

Dlaczego chcesz być gruba??? Nie chcesz? A może „konkurencyjne zobowiązania” powodują, że tak naprawdę chcesz... - część 1.


Zdarzają się takie sytuacje, w których, pomimo że mamy i profesjonalne wsparcie i ,naprawdę sensowny (potencjalnie skuteczny) plan działania, nie udaje się schudnąć. Bywa też tak, że  wkraczamy na tę „właściwą” ścieżkę, odnotowujemy pierwsze niewątpliwe sukcesy i nagle, bez żadnej racjonalnej przyczyny, wszystko się rozjeżdża. Dlaczego tak się dzieje? Co stoi za tymi tajemniczymi zdarzeniami? Hmmm… specjaliści od naszych głów, czy mówiąc bardziej elegancko, od działających w nas mechanizmów motywacyjnych chyba znaleźli odpowiedź na to pytanie. Tą tajemniczą przyczyną niepowodzeń w odchudzaniu są tzw. "konkurencyjne zobowiązania", jakie mamy wobec samych siebie. Brzmi tajemniczo, nieco wydumanie? Ale to rzeczywistość. To są zobowiązania bardzo głęboko ukryte i właściwie trudno je samodzielnie rozpoznać. Ale można spróbować, powiem Ci jak. 


I nie chodzi tu o dzielenia włosa na czworo, o pieszczenie się ze sobą i zabawę w psychologiczne gierki tam, gdzie jest konkretna robota do wykonania albo gdzie nie ma problemu. Tak czasami twierdzą ci, którzy kwestionują  potęgę umysłu i jego ogromną zdolność manipulacji, chcą zaprzeczyć, że jesteśmy istotami wrażliwymi. A przecież jesteśmy :-)

Aby rozpoznać takie „konkurencyjne zobowiązania”, czyli naszą wierność jakimś bardzo dla nas ważnym wartościom, wystarczy uruchomić wyobraźnię i odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie: Jak zmieni się moje życie, kiedy zeszczupleję? I nie zatrzymuj się na pozytywach – zacznę nosić fajne ubrania, nie będę miała zadyszki, wysokiego ciśnienia, bólu stawów – tylko pomyśl, jak zmienią się Twoje relacje z ludźmi, Twoje role społeczne i miejsce w grupie. Odpowiedź może Cię zaskoczyć.

Jakie mogą być te ukryte wewnętrzne zobowiązania? Opiszę kilka sytuacji, które przybliżą Ci zagadnienie. Może w którejś z nich odnajdziesz cząstkę siebie? To krótkie historie osób, które pomimo wielu wysiłków albo nie chudły wcale, albo cofały się na tej drodze nagle i „bez powodu”. Dopiero głębsze poszperanie w „tajnych”  motywach dało rozwiązanie.

•    Kim będę, jeśli nie będę puszysty? – zastanawia się Adam, który zawsze był jowialnym i zabawnym grubasem. Pełnił od dzieciństwa do mocno dojrzałego wieku rolę rozweselacza wszystkich – taki okrągły, taki sympatyczny, taki śmieszny! Na tym wizerunku zbudował wszystkie swoje społeczne role, łącznie z rolą męża i ojca, którego rodzina uwielbiała. Adam po prostu boi się nowej roli. Kim ma być jako szczupły facet? Nie umie taki być. Jak go potraktują liczni przyjaciele? Co jego rodzina pocznie bez jego rozładowującej stresy i traumy osobowości? Strach… Powodem pomysłu na schudnięcie były alarmująco niedobre wyniki badań – nadciśnienie, cukier, trójglicerydy. Adam stanął więc przed groźbą, że może go naprawdę zabraknąć… Więc chyba lepiej, żeby szczupły, „nowy”, ale został jednak z bliskimi.

•    Kim ja jestem, żeby być doskonałą? Nie tak częsty przypadek (szczególnie wśród nas, Polaków,  lubiących sobie ponarzekać), ale się zdarza. Życie Danki wyglądało na idealne – szczęśliwe i spełnione we wszystkich obszarach – fajny mąż i udane dzieciaki, ciekawa praca, w której jest dobra, piękny dom z ogrodem, ciekawe hobby, bezpieczeństwo finansowe. Co więcej, Danka  też tak o swoim życiu myślała, była szczęśliwa i usatysfakcjonowana. „Tusza to jedyny detal, który mi się w życiu nie udał” – myślała. Była mocno puszysta. I to był ten element, który dla innych czynił ją bardziej ludzką – bo przecież osoby kompletnie idealne są nieludzkie! „Jak schudnę i będę zgrabną laską (taką jak przed urodzeniem dzieci), ludzie mnie znienawidzą, bo już WSZYSTKIEGO będzie mi można tylko zazdrościć. Poza tym doskonałości ‘nie występują w przyrodzie’. Co takiego się stanie, żeby nieco zepsuć ten idealny obrazek? Żeby go urealnić?” Danka boi się tego i  boi się odrzucenia. Jej konkurencyjne zobowiązanie to być akceptowaną, móc żyć w grupie, nie być „nieludzko doskonałą”.

•    Jeśli ograniczę jedzenie, pozbawię się miłości. Historia Sławka jest dość powszechna, niestety. Kiedy był chłopcem, ojciec opuścił rodzinę, wybrał inne życie. Sławek poczuł się odrzucony, pozbawiony jego miłości, zraniony do głębi. Nic dziwnego, że mama starała się mu ten brak miłości wynagrodzić. Jedzeniem. Jak każde niemal dziecko, Sławek intuicyjnie czuł, że te wyprawy na lody, domowe ciasta, obfite obiady, uczty ze słodyczami mają mu dać poczucie, że jest kochany, bardzo kochany, tak bardzo, jak wiele pysznych potraw trafia do jego buzi. Nie zdawał sobie sprawy, że w dorosłym życiu nadal właśnie jedzenie (dużo dobrego jedzenia!) jest dla niego synonimem miłości i wsparcia. Kto zdrowy na umyśle pozbawia się tych wartości?!

Inne ciekawe historie opiszę w kolejnym poście. Warto o nich pomyśleć, i ze szczyptą humoru, i trochę poważniej. Może to właśnie coś dla Ciebie? Jeśli tak, dowiesz się, co z tym zrobić.


1 komentarz: