wtorek, 1 lipca 2014

Boisz się zważyć? Nie chcesz wiedzieć, ile ważysz? Może masz rację.... Po co, czy i ewentualnie jak często się ważyć podczas odchudzania???

Ważenie się to dla puszystego żadna przyjemność. Prawdę mówiąc, unikamy tego, jak możemy. Pamiętam, że sama, w moim „grubszym” okresie, pytana przy różnych okazjach o wagę ciała*, najczęściej odpowiadałam, że nie wiem. I czasami rzeczywiście nie wiedziałam. Po co mi jeszcze jeden koszmar? Dopóki nie wiem, problem nie jest aż taki wielki. Mam potwierdzać podejrzenia, że jest źle, a może nawet coraz gorzej?!  Taka niewiedza to także cudowny sposób unikania odpowiedzialności za siebie. Znasz to zjawisko? Kiedy już jednak z jakichś powodów (często „pod przymusem”) dokonamy operacji zważenia się, następuje panika: Ojej! Nie wiedziałam, że jest aż tak źle! Wtedy zazwyczaj podejmujemy spontaniczną decyzję o natychmiastowej głodówce, po której „założymy sobie kaganiec” najbardziej restrykcyjnej diety, na jaką nas stać! I wytrzymamy na niej w zawziętości (albo nie). No i wiesz, co nastąpi: błędne koło dieta → jo-jo → dieta → itd. bez końca… Lepiej się było nie ważyć? 

Sytuacja zazwyczaj diametralnie się zmienia, jeśli już taki puszysty zaczyna chudnąć. A przynajmniej zamierza :-). Wtedy grozi nam pułapka odwrotna do słodkiej ignorancji – często popadamy w obsesję ważenia. Oj, też źle.. Jeśli tylko masz wagę w zasięgu ręki i zanotowałaś jakiś pierwszy centymetr luzu w pasie, kusi Cię, aby ciągle potwierdzać ten świeżo osiągnięty sukces. Aby trwożliwie go strzec, żeby nie umknął. Kończy się na tym, że stajesz na wadze kilkanaście razy dziennie! Jakby waga miała odpowiedzieć na każe Twoje pytanie, każdą wątpliwość, uspokoić Twoje lęki. Przypisujesz jej rolę wyroczni i magicznej maszyny, podczas gdy to tylko proste urządzenie rejestrujące.  Tak więc nie pędź po „odpowiedź” do tej wyroczni po każdym posiłku, po każdym treningu, tak dla sprawdzenia, czy to aby na pewno prawda, że chudniesz. Zwariujesz od tego! Waga jest bezrefleksyjna. Czasem np. pokaże te 20 dag więcej, a Ty popadniesz we frustrację. A to tylko zwykła reakcja organizmu. Fizjologia Twojego ciała ma swoje prawa i bardzo często z uzasadnionych przyczyn gromadzi (czasowo) w tkankach pewne płyny, które znacznie wpływają na wagę, ale nic nie mówią o tym, czy pozbywasz się niechcianego tłuszczyku. Waga nie daje informacji o składzie. Częściowo taką informację możesz uzyskać dzięki wadze podającej zawartość wody w ciele, ale tylko częściowo. Bo np. jeśli trenujesz, przyrost tkanki mięśniowej powoduje wzrost ciężaru właściwego Twojego ciała, a waga informuje Cię, że nie chudniesz, albo chudniesz bardzo powoli. Tymczasem zamiana tłuszczu na mięśnie  stanowi bardzo poważną różnicę. Ponadto po treningach, po bieganiu w mięśniach miewamy tzw. zakwasy, a przy tym zwykle kolejne tymczasowo zgromadzone w nich płyny. Ważne też, czy ważymy się „brutto” czy „netto” (czyli po wypróżnieniu). U pań oczywiście dochodzi kwestia comiesięcznego działania  hormonów, te to potrafią wypełnić nasze tkanki płynami… Normalna fizjologia. Po sutej kolacji rano możemy ważyć nawet 2 kg więcej, a przecież nie jedliśmy 2kg pokarmów ani 14000 kcal (tak, 14 tysięcy, taka jest przybliżona "równowartość" 2 kg naszego tłuszczyku) - po prostu trochę pokarmu zostało w naszych jelitach i związało wodę. Takich czynników jest mnóstwo, nie będę ich wszystkich wymieniać i Ty też nie musisz ich znać, po prostu wiedz, że są. I daj sobie prawo normalnie funkcjonować ;-).

Ja chcę Ci odczarować to ważenie. To naprawdę najprostszy i bardzo przydatny sposób kontroli postępów w odchudzaniu, pod warunkiem, że użyjesz go umiejętnie (i rozważnie :-). Daje nam potrzebne informacje o tym, czy idziemy w dobrym kierunku i w dobrym tempie, pomaga kontrolować, a więc i korygować w razie potrzeby nasze poczynania. No i najważniejsze – motywuje! Prawie każdego, wiem to z doświadczenia. Jeśli jednak Ciebie nie motywuje, a wręcz rozprasza lub wkurza – zrezygnuj z niego, nie waż się, w końcu chodzi tu o Ciebie i Twoje samopoczucie, a nie o buchalterię. Takie mamy podejście do ważenia na spotkaniach Klubu – w celach kontrolnych ważymy się na cotygodniowych spotkaniach (z zachowaniem pełnej dyskrecji! podajemy tylko różnicę, a nie wartość odczytaną na wadze :-). Jeśli ktoś nie chce, bo go to demotywuje zamiast motywować  – nie waży się, pozostaje mu i tak cały arsenał innych środków, jakimi dysponuje Metoda.
 
A więc jak się ważyć, aby skorzystać w pełni z tego przydatnego instrumentu? 

Na pewno o stałej porze dnia, bo, jak pewnie się domyślasz, nasza waga ma swoje stałe wahanie dobowe. Najbardziej miarodajne jest ważenie się z samego rana, w miarę możliwości w tym samym ubraniu (lub bez ubrania). Ale oczywiście jeśli wybierzesz inną stałą porę, też jest ok. No i ważne, żeby wyciągać średnią z jakiegoś okresu, czyli obserwować tendencję, a nie krótkotrwałe wahania wagi. Czyli np. jeśli ważysz się co tydzień, dopiero wyniki z trzech kolejnych tygodni dają jakieś wiarygodne pojęcie o kierunku zmian. Jeśli trudno Ci się oprzeć i ważysz się codziennie, to i tak bierz pod uwagę dopiero uśredniony rezultat z całego tygodnia. I z kolejnego, i z następnego... Ważenie się raz na miesiąc to jednak trochę za rzadko dla bieżącej kontroli i np. do w miarę szybkiego reagowania, gdy zmiany nie przebiegają zgodnie z Twoim planem.  Ale jeśli jesteś osobą, która woli cierpliwie poczekać  i zobaczyć naprawdę sporą zmianę, jeśli właśnie to Cię motywuje – to ok, tak właśnie rób. Pamiętaj, to tylko narzędzie!

Regularne ważenie się pozwala na jeszcze jedną ważną ocenę – tempa zachodzących zmian. Może się zdarzyć, że chudniesz zbyt szybko. To niedobrze. Może sygnalizować jakieś niekorzystne zmiany w Twoim organizmie (chorobę), albo po prostu zaczęłaś się traktować zbyt restrykcyjnie, zbyt surowo. To niekorzystne, organizm może zareagować jak w czasie ścisłej diety, a potem jo-jo i cały ten kram. W Metodzie Równowagi właśnie tego chcemy uniknąć. Cierpliwości! Wystarczy, że będziesz konsekwentna, a szczupła sylwetka na pewno się pojawi. W końcu odchudzasz się już na całe życie, ten tydzień czy dwa Cię nie zbawią.

No i na koniec o tym, gdzie się ważyć. Masz kilka możliwości. Korzystaj np. z wagi w klubie fitness czy na basenie, jeśli chodzisz tam regularnie. Wybieraj najlepiej zawsze tę samą wagę, bo urządzenia mogą być różnie wyskalowane. Na tych samych zasadach możesz korzystać z wagi w pobliskim ośrodku zdrowia. Jeśli chodzisz na spotkania Klubu Równowagi – to problem rozwiązany, bo na każdym jest dobra, dokładna waga. Oczywiście możesz kupić wagę domową. Jeśli zdecydujesz się na tę inwestycję – wybierz wagę elektroniczną, z co najmniej średniej, a nie z najniższej półki. Kup wagę nieco solidniejszą, sztywniejszą, te najtańsze zazwyczaj nie są wiarygodne. Czy warto szarpnąć się na wagę dokonującą dodatkowo pomiaru zawartości wody w organizmie (z bioimpedancją)? Ja osobiście mam taką wagę, ale korzystam z niej tylko do pomiaru masy ciała. Dlaczego? Po prostu nie uprawiam sportu bardzo intensywnie, zatem rozbudowa tkanki mięśniowej nie specjalnie mi "grozi". Jeżeli mam zatrzymaną wodę, to czuję, że jestem trochę spuchnięta, znam swój organizm. Wtedy piję więcej wody. Nie potrzebuję zatem mierzyć się na dodatkowe sposoby. Jeżeli jednak Ty planujesz zająć się sportem nieco bardziej intensywnie i interesuje Cię zamiana tkanki tłuszczowej w mięśniową, lub jeśli nie potrafisz ocenić, czy nieco spuchłaś czy raczej utyłaś - taka waga może dla Ciebie być dobrym pomysłem. Ale... i tak nie daj się zwariować nieustającemu mierzeniu :-)

Dlatego jeszcze raz błagam, jak już kupisz sobie fajną wagę, nie używaj jej bez opamiętania, pomimo że kusi. Nie, nie dlatego że waga się zniszczy! Po to, by nie zniszczyć Twojego dobrego samopoczucia i wewnętrznej równowagi. Bo przecież w końcu o Równowagę, a nie o wagę nam chodzi.:-)

* każdy profesjonalista powie, że mówi się "masa ciała" a "waga" to urządzenie, które to mierzy. Ale to jest blog ze szczyptą humoru, dlatego nie będziemy przejmować się takimi drobiazgami i będziemy mówić, jak większość potocznie - "waga ciała" ;-)

2 komentarze:

  1. Rozbawiła mnie Pani do łez :-))), świetny wpis na początek wakacji! Lecę po wagę z najwyższej półki i zastosuję ją jak ta pani na rysunku - prawidłowo! Murowany dobry humor...

    OdpowiedzUsuń
  2. Cała prawda z tym ważeniem, ja się nie ważę ze strachu i wstyd mi z tego powodu. Oczywiście musiałabym potem coś z tym zrobić i wiem o tym i w tym cały problem. A dowcipy świetne.

    OdpowiedzUsuń