wtorek, 17 czerwca 2014

Na czym by się tu oprzeć....???

Nie, nie dlatego, że sporo ważysz (bo może wcale nie), ale dlatego, że tego właśnie potrzebujesz, jeśli chcesz dokonać zmiany. Zresztą jak my wszyscy :-)

Niby wszystko już wiemy, niby pamiętamy, ale wciąż jeszcze słowo „odchudzanie” uruchamia w naszych głowach przede wszystkim skojarzenie z dobrze rozpisaną dietą. I z wyrzeczeniami, jakich ta rozpiska od nas będzie wymagała. No a przecież żeby schudnąć – i utrzymać tę wagę – trzeba czegoś ekstra, czegoś więcej niż dobry program odżywiania i dobry program treningowy. Bo nasza tusza lub jej brak siedzi w głowie w o wiele większym stopniu niż nam się wydaje. I zależy dużo bardziej od tego, jak o sobie myślimy, niż od tego, czy dobrze mamy zaplanowane menu.


Tak sobie myślę, że każdy żywieniowy „plan odchudzający” – także ten nasz w Klubie Równowagi – to tylko takie oprogramowanie, które jest bezużyteczne bez komputera. A komputerem w tym przypadku jest nasza głowa. I chodzi tu nie tylko o procesy czysto myślowe, o nasz intelekt , ale o wszystko, co odczuwamy, co myślimy, co przeżywamy. Dziwne to? Może dziwne, ale nikt już się temu nie dziwi :-), bo zostało potwierdzone empirycznie miliony razy. 

Wiele razy już pisałam o wsparciu (m.in. 15 marca i 19 maja). I wydaje mi się to takie oczywiste. Ale jednak ciągle zdarzają się nowe impulsy, które skłaniają mnie do podjęcia tematu ponownie. I jeszcze raz… i jeszcze. Ostatnio doznałam w krótkim czasie aż dwóch takich impulsów. Były to kontakt z naszym klubowiczem Tomkiem oraz lektura niezwykłej książki Agnieszki Czerwińskiej.

Tomek to młody człowiek, który przez połowę swojego życia boryka się z kłopotami zdrowotnymi. Z ich powodu mnóstwo czasu spędził w szpitalach, a do innych problemów dołączyła nadwaga. Nadwaga powracała na mocy efektu jo-jo po różnych kuracjach, nawet tych w sanatorium. Po kilku tygodniach uczestnictwa w spotkaniach Klubu Równowagi  Tomkowi „niepostrzeżenie” udało się zrzucić 10 kg i jest na dobrej drodze do zgubienia kolejnych. Jest też najwyraźniej pełen nadziei i przekonania, że kroczy właściwą drogą do jeszcze lżejszej sylwetki i do zdrowia. A ponadto jest radosny, optymistycznie nastawiony, nie sprawia wrażenia osoby znękanej jakimikolwiek restrykcjami. To właściwie historia bardzo wielu osób, które w Klubie odzyskały i dobrą figurę, i pozytywne nastawienie do życia. Tomek z wielkim naciskiem podkreśla swoją wdzięczność. Np. w mejlu (za zgodą autora umieszczonym na fb)  twierdzi (a nawet się upiera :-), że swój sukces zawdzięcza… mnie osobiście :-). A przecież to nie ja podjęłam za Tomka decyzję o zmianie, nie  chodzę za niego na spacery z kijkami, nie ja przyrządzam jego posiłki. Myślę, że wdzięczność Tomka wzięła się z radosnego odkrycia, że na tej drodze nie musi być sam. I ze zdumienia, że odkrył w sobie pokłady takiej mocy i takiego optymizmu, o które się wcześniej nawet nie podejrzewał. Okazuje się, że „z niewielką pomocą przyjaciół” można nawet góry przenosić. Potrzeba tylko zapalić tę iskierkę i potem troskliwie o nią dbać. Ta iskierka to motywacja. A to, co ją podtrzymuje, to m.in. serdeczność i ciepło kontaktów w grupie. Czyżby klubowiczom nikt do tej pory nie okazał serdeczności? Ależ na pewno okazał! Jednak w niektórych przypadkach sympatia to nie to samo co empatia. A prawdziwą empatię mogą okazać osoby, które przechodziły lub przechodzą to samo, które rozumieją problem każdą komórką ciała. Tomek po prostu znalazł w Klubie ten element, którego mu brakowało – wsparcie. Takie odkrycie dla wielu osób jest przełomowe i uruchamia niezmierzone pokłady własnych możliwości. Tu nie ma czarodziejek, które magicznymi różdżkami zmieniają czyjeś życie albo zaklinają rzeczywistość. Te czary odbywają się w naszych głowach, na poziomie najskrytszych  uczuć :-)

Agnieszka Czerwińska nie jest naszą klubowiczką, jest „za to” dużo bardziej znaną osobą: byłą modelką plus size, a od niedawna autorką przejmującej książki „Śmierć grubej Berty”. Książki, którą pochłania się jednym tchem, jak najlepszą sensację.  Autorka odważnie i bezkompromisowo opisała w niej całą prawdę o niezwykle trudnym życiu "grubasa" (to określenie samej pani Agnieszki :-). Ja mogę się tylko podpisać pod obszernymi fragmentami tej książki, miałam tak samo lub bardzo podobnie. Agnieszka, pomimo że pozbyła się 60 kg (czyli połowy!) „swego nielubianego ogromnego ciała” i obecnie występuje w tak cenionym przez kobiety rozmiarze 38, nadal uważa się za utajonego „psychicznego grubasa”. Książka zasługuje na gorące polecenie z wielu różnych względów, ale ja zwróciłam uwagę na to, co Agnieszka pisze o samotności i o wsparciu w walce ze swoimi demonami. Autorka nieco przewrotnie napisała, że żałuje, że nie ma jakiegoś innego, lepiej poznanego uzależnienia, bo miałaby wtedy „swoje AA” czy inną wspólnotę wsparcia. „A tak muszę walczyć zupełnie sama z każdą kaloryczną pokusą, która czyha, by znowu zniszczyć moje ciało” – pisze. Przez lata jedynym wsparciem była dla Agnieszki nieżyjąca już mama, „jedyna osoba na świecie, która mnie rozumiała i potrafiła wspierać w walce z demonem otyłości”, która wiedziała, „ile kosztuje bezradna walka o godność grubasa”. Śmierć mamy była tym impulsem, który kazał Autorce stanąć do walki o siebie. I jakimi narzędziami posłużyła się w tej walce?  „Determinacja, zawziętość, brak sentymentów w stosunku do samej siebie”. Brrr! Agnieszka odkryła jednak, że w tej zaciętej walce z kilogramami pomogło jej… pisanie pamiętników w formie felietonów publikowanych w Internecie: „…dzięki temu miałam kontakt z osobami w podobnej sytuacji, a w chwilach zwątpienia – grupę wsparcia. Wiem, że pomogliśmy sobie nawzajem.” 

I to jest istota sprawy! W obu opisanych historiach głównym bohaterem (czy raczej antybohaterem) jest osamotnienie i brak wsparcia w bitwie o lżejsze ciało. To czynnik, który jest w stanie zniweczyć najlepiej opracowane strategie, poparte twardymi postanowieniami. Tomasz znalazł oparcie w Klubie. Agnieszka zwyciężyła, ale wie, że ciągle musi o siebie walczyć. Tak jak inne osoby, które dokonały zmiany w samotnych zmaganiach. 

No i dobra wiadomość. Teraz już nie musi tak być! Klub Równowagi powstał właśnie po to, aby zmienić tę sytuację. Aby osoby borykające się ze swoją wagą miały wsparcie. Ta zmiana dzieje się właśnie teraz, możesz w niej uczestniczyć. I nieważne,  czy jesteś grubasem na zewnątrz, czy tylko w swoich myślach i uczuciach – nie musisz być sam. Co więcej, możesz też pomagać innym.

O tym, na co możesz liczyć na spotkaniach Klubu, przeczytaj w tekstach  z 19 marca i z 15 maja. A najlepiej przekonaj się empirycznie :-). Takie cotygodniowe spotkania dają inspirację i napęd na cały tydzień! A za tydzień znów jest spotkanie :-) ! Nie jesteś sama! Ani sam :-). Zapraszam.

1 komentarz: