czwartek, 29 maja 2014

Jak nie przekarmiać swojego WEWNĘTRZNEGO DZIECKA i być szczupłym bez wysiłku?


 Za kilka dni Dzień Dziecka. Na nasze pociechy – te rodzone, z rodziny czy znajome – czeka zapewne wiele atrakcji, nie tylko w postaci słodyczy i pizzy :-) Jesteśmy dobrzy w świętowaniu 1 czerwca, bo przecież kochamy swoje dzieci!

Chcę dziś napisać o innym dziecku, które na taką uwagę i spontaniczne wybuchy miłości nie może raczej liczyć. Chodzi o coś znacznie nam bliższego, a pomimo to zaniedbywanego, o nasze „dziecko wewnętrzne”. To, które każdy nosi w sobie. I pomimo że jest ono niematerialne, wymaga naszej troski nie mniej niż prawdziwe dzieci. Czy masz dla niego trochę czasu? Czy w ogóle wiesz, że ono istnieje?


„Zadbaj o swoje wewnętrzne dziecko” – ten chwytliwy slogan słyszany pewnie już niejednokrotnie, czasem do znudzenia. Rzeczywiście nieco nadużywa się tego, skądinąd słusznego, wezwania. Niektórym już nawet nie chce się sprawdzać, o co tak właściwie chodzi. A chodzi o emocje. 

Na pewno masz okazję obserwować dzieci, to, jak reagują. Pełen spontan!  Niczym nieograniczona ekspresja. Emocje wyrażają całym swym ciałem, pełnym głosem, bogatą mimiką. Bez zastanowienia. My, dorośli, czasem uważamy to nawet za męczące (ten krzyk, ten hałas, ciągły ruch). Tak naprawdę jednak trochę dzieciom zazdrościmy ich swobody w tym względzie, bo sami taką potrzebę posiadamy. Schowaną pod kołderką norm społecznych, konwenansów, wyobrażeń o samych sobie, naszych lęków i kompleksów. I w uproszczeniu to właśnie ta niczym nieskażona emocjonalność, która tkwi w nas w pierwotnej formie, jest nazywana wewnętrznym dzieckiem. 

Wewnętrzne dziecko w dorosłym świecie nie ma dobrze – z reguły jego potrzeby są negowane albo choćby ignorowane. Ale wewnętrzne dziecko jest, domaga się uwagi i taką uwagę możemy mu poświęcić prywatnie, w zaciszu swojego domu, swojej intymnej samotności lub w towarzystwie zaufanych osób. I nie chodzi o to, żeby się rozczulać i „cackać” z sobą, ale żeby to dziecko dostrzec i kochać mądrze.  

I znów dochodzimy do pytania, co  to ma do odżywiania i do odchudzania? Ma. Z poprzedniego wpisu pewnie pamiętasz, że kochać mądrze, to między innymi nie przekarmiać. Jak można przekarmiać wewnętrzne dziecko? Oj, można, można, wielu z nas tak robi.

Specjaliści od odchudzania twierdzą, że jeżeli do utrzymania szczupłej sylwetki wystarczyłyby racjonalne odżywianie i niewielka dawka ćwiczeń, w ogóle nie mielibyśmy w cywilizowanym świecie problemu otyłości, tego narastającego, ogromniejącego problemu. No ale, jak pewnie już wiesz, to nie wystarczy.  W to wszystko jest także zaangażowana – poza innymi czynnikami –  nasza „głowa”: intelekt, odczucia, emocje. To tu się właśnie mieści wewnętrzne dziecko każdego z nas. Jeśli to dziecko jest spokojne i zadowolone, czuje się bezpiecznie, w ogóle nie zwraca uwagi na jedzenie, tak jak nasze realne pociechy w trakcie zabawy z rówieśnikami – opędzają się od mam i babć wzywających na posiłek. 

„Posiadacze” takiego wewnętrznego dziecka z reguły dobrze radzą sobie ze stresem, jedzą tyle ile potrzebują i zawsze mogą przestać jeść, kiedy już zaspokoją fizyczny głód. Jeśli jednak wewnętrzne dziecko jest smutne, przestraszone, niekochane, samotne – domaga się czegoś, co te uczucia złagodzi: czekoladek, batoników, waty cukrowej, chipsów, słodkiego soczku (albo bardzo dużej pizzy i piwa). I jak tu nie pocieszyć płaczącego brzdąca?! Trzeba być potworem! Czasami udaje się takiego wewnętrznego malucha ukoić czym innym, niekoniecznie połową tortu czy codzienną dawką orzechów w czekoladzie. Ale na dłuższą metę? Na dłuższą metę ból powraca, przeszkadza, rozbija nasz niby okiełznany dorosły świat, i jest taki … wstydliwy, nieelegancki, trudno się do niego przyznać. To stąd właśnie w dużej mierze pochodzi nasz nieuzasadniony gniew i strach.

Nie, nie otrzymasz tu wskazówek i porad, jak masz to dziecko uzdrowić, co konkretnie z tym bólem zrobić. To domena psychoterapeutów, może duchowych doradców, w każdym razie specjalistów z innych dziedzin. Ja się znam na odchudzaniu i tak ze zdrowego rozsądku powiem tylko, że problem zamieciony pod dywan nie znika. Zachęcam, żeby go dostrzec i nazwać, dalej już pójdzie łatwiej. Może wystarczy, że z tym swoim wewnętrznym dzieckiem czasem pogadasz, nie będą potrzebne terapie, wystarczy szczera rozmowa w życzliwym gronie (np. na spotkaniach Klubu Równowagi).

Żeby jednak nie zostawić Cię tak zupełnie bez „fachowych” pomysłów, kilka sugestii, jak ten problem w ogóle ugryźć:
  • Po pierwsze, musisz to wewnętrzne dziecko w sobie odnaleźć, aby go wysłuchać. Jak się z nim skontaktować? Możesz odnaleźć swoje zdjęcie z dzieciństwa, najlepiej jakieś „specjalne”, mające dla Ciebie emocjonalne znaczenie i umieścić je w jakimś w bezpiecznym miejscu, gdzie możesz codziennie na nie patrzeć. To kolejna prosta „sztuczka”, która uruchamia w naszym mózgu ciąg myśli i skojarzeń. No i poczuj, co Ci to robi? Czy to trudne? Czy przyjemne ? Czy masz mieszane uczucia? Jeśli taki kontakt ze swoimi odczuciami zadziała, możesz obiecać temu dziecku, że od teraz będziesz się nim troskliwie opiekować. Regularnie. I na pewno:-)
  • Po drugie, odnajdź we wspomnieniach osoby ważne dla Ciebie w dzieciństwie, z którymi podzielił Cię jakiś konflikt, animozje, krzywdy, niezałatwione sprawy. Kto Cię rozczarował, komuś nie udało Ci się wybaczyć, o czyje wybaczenie warto poprosić. Nie chodzi o to, aby wyruszać do tych osób na fali ekspiacji czy z pretensjami. To tylko sposób na refleksję, żeby móc zlokalizować, a potem uwolnić swoje urazy z dzieciństwa. Z kim i z czym już możesz się wewnętrznie pogodzić? Co nadal Cię przytłacza. Pomyśl, że możesz osiągnąć w tym zakresie wewnętrzny spokój, że to osiągalne.
  • Po trzecie – daj sobie udzielić wsparcia. Może to będzie wsparcie przyjaciela, osoby bliskiej. A może przeciwnie – wolisz pogadać o tym z kimś zupełnie obcym. Może właśnie Spotkanie Motywacyjne w Klubie będzie dobrym pomysłem? Bardzo możliwe, że któraś z tych osób pomoże Ci dostrzec, wyraźnie zobaczyć, jaki związek ma Twoje wewnętrzne dziecko z Twoim apetytem i z nawykami żywieniowymi. 

Najważniejsze są jednak Twoje myśli ....

Czego Twoje wewnętrzne dziecko potrzebuje od Ciebie? Może wcale nie tych czekoladek i soczku :-)

I proszę, nie miej się za dziwoląga. To, nota bene, jedna z pierwszych rzeczy odkrywanych przez część naszych Klubowiczów na pierwszych spotkaniach – hurra! Jestem zupełnie normalnym człowiekiem, a nie dziwolągiem! :-)

Każdy nosi w sobie wewnętrzne dziecko. A skoro już jest – niech to będzie dziecko szczęśliwe, zadowolone, spokojne. Wtedy będzie mogło też być nieprzekarmione :-) . Zadbaj o nie na Dzień Dziecka.

I to są moje życzenia na Dzień Dziecka specjalnie dla Ciebie <3
 

3 komentarze:

  1. Pani Aniu, coraz trudniejsze zadania Pani zadaje... :-) ale dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, to spuszczę z tonu następnym razem ;-)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń