poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Nie uciekaj przed wielkanocnym stołem, okiełznaj go!

Już za kilka dni Wielkanoc. 

Dla wielu z nas to bardzo ważne święto. Dla chrześcijan ma ogromne znaczenie religijne, a dla niemal wszystkich Polaków wiąże się z nim wielowiekowa, nieprzemijająca tradycja. Świętujemy głównie w domu, w gronie rodzinnym, dzieląc się radością ze wspólnie spędzonego czasu, wiosną, nową nadzieją.


 
W tej tradycji suto zastawione stoły odgrywają pierwszoplanową rolę. I także zgodnie z tradycją na tych stołach królują tłuste mięsa i kiełbasy, góry majonezu (to już bardziej współcześnie), treściwe zupy i mnóstwo ciast… Zabójcze dla figury :-)

I co zrobić? Obrazić się na Święta i wyjechać nad morze, w góry, za granicę, do leśniczówki? Uciec przed rodziną? 

Też można, podobno coraz więcej osób tak robi. Ale wspólne świętowanie jest nam potrzebne, umacnia więzi, przypomina o tym, że nie jesteśmy tylko robotami pogrążonymi w codziennej rutynie, że mamy też inne role społeczne, daje przestrzeń do wejścia na chwilę w te inne role i do zdrowego dystansu. Do refleksji. 

To nie jest blog psychologiczny, więc nie będę się rozwodzić nad ogromnym znaczeniem świętowania dla naszej psychiki, podskórnie ludzie zdawali sobie sprawę z tego znaczenia od zarania dziejów. Powiem tylko, że świętowanie (oczywiście raz na jakiś czas) to także ważny element zachowania w naszym życiu właściwych proporcji, równowagi. A więc Metoda Równowagi także na Wielkanoc ma swoje sposoby. 

Jako że jest to święto jakby stworzone dla Smakoszy Domowych, wiele porad z postu na ich temat (8 kwietnia) jak najbardziej się nadaje do twórczego zastosowania. Kilka innych Ci jeszcze podsunę – w końcu w Święta jesteśmy też gośćmi na wspaniałych biesiadach. 

Nie mogę się jednak powstrzymać przed opisaniem, jak kilka lat temu poradziła sobie z tematem wielkanocnego obiadu moja koleżanka, świeżo nawrócona wegetarianka, a właściwie jaroszka, bo ryby jadała. Pierwszy jej odruch – to uciec przed tymi typowo mięsnymi świętami, najlepiej jak najdalej od rodziny tradycyjnie oczekującej szynek, schabów, tłustego żurku na kiełbasie i mazurków. Potem jednak uznała, że wyrazi swój bunt wobec takiego odżywiania, nie rezygnując z rodzinnych świąt. No tak, tylko to właśnie ona ten świąteczny obiad miała zaserwować. Odważnie postanowiła znieść ewentualny szok i niezadowolenie i usadziła rodzinę przy pięknie udekorowanym i zastawionym stole. A oto menu: na przystawkę – 3 różne sałatki z warzyw, tofu i soczewicy + 3 różne surówki, ciemne i jasne pieczywo, świeżo wyciskane soki warzywne z mieszadełkami z łodyg selera naciowego i woda, potem  dwie zupy do wyboru: zupa-krem ze szparagów ze świeżymi ziołami i włoska minestrone,  danie główne to pieczony łosoś z dzikim ryżem i gotowanymi warzywami (karotka, różyczki kalafiora, brokuła i paski kalarepy posypane zieleniną pięknie się komponują na półmisku) oraz z zieloną sałatą w kilku odsłonach. Był też deser: sałatka owocowa z owoców egzotycznych z dużą ilością rodzimych jabłek i białe wino. „Dla przyzwoitości” został też podany mazurek… którego nikt nie tknął. Tę Wielkanoc rodzina mojej koleżanki wspomina przez lata. Z radosnym uśmiechem i z wdzięcznością. Uczta była wspaniała, panie prosiły o przepisy na sałatki, panowie domagali się takich potraw w domu, a wszyscy doskonale się bawili. Spędzili ze sobą uroczy, radosny dzień, a wspólne zdumienie pomysłem gospodyni dawało temat do wesołych rozmów. Wszyscy czuli się wyjątkowo, jakby specjalnie wyróżnieni. Nie zostali uprzedzeni, ze idą na nietypowy świąteczny obiad i tym większe było zaskoczenie. A potem radość, że obfity posiłek okazał się tak lekki, że mogą wstać od stołu i z chęcią wyruszyć na wspólny spacer, oglądać rodzącą się wiosnę.

Jak Ci się to podoba? 

Podałam tę opowieść jako inspirację, ale nie namawiam do aż tak radykalnych kroków, w końcu tradycyjne potrawy też można przyrządzić ze sprytem i sprytnie się nimi delektować. Jeszcze w tym tygodniu podam Ci kilka przepisów oraz kilka porad, jak przetrwać typowy świąteczny proszony obiad i, nie będąc sztywniakiem odmawiającym co drugiego dania, zachować dobrą formę. Czyli równowagę :-)


3 komentarze:

  1. Bardzo fajny artykuł. Najważniejsze jednak było na początku:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zawsze chcieć to móc! :) Ja w tym roku eliminuję kiełbasę i pasztety nie-wege.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha! ja kiedyś zrobiłam całą ucztę imieninową wegetariańską, bez ryb i jajek.Jak popatrzyłam na piękny stół strach mnie obleciał, że mnie goście przeklną i poleciałam szybko po polędwicę na befsztyki. Potem im rozdałam te befsztyki do domu, bo nikt ich nie jadł, wszyscy mówili, że wolą próbować niecodziennych wegetariańskich dań, a że było ich bardzo dużo, na polędwicę nie mieli miejsca. Dobrze jest czasem zebrać się na odwagę :-)

    OdpowiedzUsuń