środa, 30 kwietnia 2014

Nie strzelaj do wróbla z armaty ani nie głaszcz słonia (nawet różowego) + kolejny przepis (tym razem na zaczynanie)


Tyle tu już naopowiadałam o odchudzaniu bez diety, że chyba masz ochotę spróbować na poważnie. Trzeba się po prostu za to zabrać. W ostatnim wydaniu (majowym) Superlinii możesz przeczytać o zaczynaniu na serio, ale tutaj, specjalnie dla znudzonych poważnym podejściem - zaczynamy ze szczyptą humoru. A dziś nawet trochę więcej, niż ze szczyptą :-)

Żeby trwałe schudnąć, trzeba zacząć. A żeby zacząć, trzeba mieć plan. Jak w każdym przedsięwzięciu, które ma się powieść. Bez planu miotamy się pomiędzy wyobrażeniami, impresjami i jedynie słusznymi poglądami, wplatając w to nieocenione porady przyjaciół i rodziny (dużo osób, duuuużo porad). A, no i jeszcze nowinki z reklam! Chciałabyś wszystko… 

Żeby nie przedłużać, ja Ci taki plan podam. Jest dobry i sprawdzony. Co więcej, powiem też, jak masz go nie zepsuć.

A oto plan:
  • Zastanów się, po co chcesz schudnąć. Myślisz, że to oczywiste? Że każdy puszysty  przecież chce, a już Ty to masz tysiąc powodów? OK, ale jakie to są powody? Jakie konkretne korzyści Ty chcesz odnieść? „Chcę się lepiej poczuć, bo jestem zdołowana.” Dobrze, mogę Ci podać mnóstwo sposobów na lepsze samopoczucie, sama znasz ich dziesiątki, wystarczy że się napijesz dobrej kawy ulubionym ciastkiem, już Ci będzie lepiej. O to chodzi? „Chcę być zdrowsza.” Super, szczytny cel. Jak pójdziesz do dentysty z dziurawym zębem, też z pewnością będziesz zdrowsza albo jak sobie zrobisz ziołową inhalację na przeziębienie. Ale może masz nadciśnienie i chciałabyś zmniejszyć dawki leków (albo je odstawić)? A może masz za wysoki poziom cukru i przydałoby się obniżyć? A może masz zwyrodnienia stawów kolanowych lub biodrowych i chcesz zmniejszyć ich obciążenie? A może cholesterol za wysoki? „Chcę się inaczej ubierać.” A w który konkretnie ciuch chcesz się zmieścić? W ukochaną kieckę, wiszącą od 5 lat bezczynnie w szafie czy może w markowe dżinsy, ale o 3 rozmiary mniejsze niż obecnie? „Chcę im wszystkim pokazać, że mogę.” Jakim im? Sąsiadce, mężowi, szefowej, szwagierce? I po co? Żeby Cię zazdrośnie podziwiali, możesz zrobić coś, co już świetnie umiesz – upiec najlepsze w okolicy ciasto, wydziergać najpiękniejszy sweterek, zaśpiewać solówkę w chórze, wygrać w firmowym rankingu na niespóźnianie się do pracy. Dobrze, można tak bez końca. Chodzi o to, żebyś dokładnie wiedziała, do czego zmierzasz: jaki poziom cholesterolu chcesz osiągnąć? Na które piętro chcesz wejść bez zadyszki? W który rozmiar dżinsów chcesz się zmieścić? Kto ma paść z zawiści, kiedy zobaczy Cię w tych dżinsach? Zapisz to!
  • Ustal, jakie są Twoje mocne strony, które pozwolą Ci plan zrealizować. Przestań się na chwilę użalać nad swoimi słabościami i nieszczęściami (które spowodowały, że utyłaś). Zastanów się: jesteś uparta? Lubisz być najmądrzejsza? Potrafisz być zdyscyplinowana, a może nawet zawzięta? Jesteś konsekwentna? Umiesz planować? Jesteś otwarta i bez zahamowań dzielisz się z bliskimi swoimi przeżyciami? A może ufnie podążasz za wskazówkami bardziej doświadczonych, cenisz dobre rady? Albo jesteś mistrzynią logistyki codziennego życia? Każdy ma dobre strony i mnóstwo zalet, ale kiedy źle o sobie myślimy, zapominamy o tym. Dlatego ustal swoje mocne strony i też je zapisz. Jak zapomnisz, od razu to przeczytaj!
  • Wytycz cel. No właśnie! Precyzyjne wytyczenie celu jest bardzo ważne np. dlatego, że pozwala nam dobrać odpowiednie środki realizacji. Jeśli masz np. 50 kg nadwagi i postanawiasz tylko wyeliminować z diety pieczywo, to trochę tak, jakbyś głaskała słonia – na pewno nie poczuje. Twoje nadmiarowe kilogramy też. Jeśli z kolei masz do zrzucenia zaledwie 5 kg i przechodzisz na drakońską dietę, to tak jakbyś wytoczyła armatę na wróbla albo łapała pchły w rękawiczkach.Większość z nas ma tak, że jeżeli cel przerasta nasze wyobrażenia o jego osiągalności, w ogóle nie zaczynamy. I jeśli nawet wmawiamy sobie i innym, że naszym największym marzeniem jest wejście na Mount Everest, to kiedy pomyślimy o wysokości tej góry, nie zakładamy nawet butów, żeby pójść… na trening zwiększający wydolność przed wspinaczką. Jeżeli uważasz, że masz do zrzucenia te 30 (lub więcej) kilogramów, podziel je sobie na etapy. I określ czas. Np. 5 kg w 2 miesiące. Potem będą kolejne 2 miesiące i kolejne 5, a może 7 kg. A może tylko 3, ale zawsze mniej, niż teraz. Cel musi być konkretny, w kilogramach, w centymetrach obwodu bioder, ewentualnie w rozmiarze ubrania, w który wejdziesz. To pomoże go zweryfikować i wyciągnąć wnioski na następne etapy: muszę sobie poluzować, bo za bardzo się spinam i jestem o krok od porzucenia tej ścieżki. Albo: mogę być trochę ambitniejsza, dobrze mi idzie.
  • Teraz szczerze do bólu porozmawiaj ze sobą o tym, na jak długo chcesz schudnąć – na jedną okazję (ślub, zjazd koleżeński), na wakacyjny wyjazd czy na zawsze. Jeśli na chwilę, zrób dwie rzeczy: wybierz jakąś drakońską dietę, najlepiej wspartą supersuplementami, oraz kup sobie komplet ciuchów na następny sezon – wybieraj ubrania o dwa rozmiary większe niż obecnie. Przydadzą się jak znalazł, kiedy dopadnie Cię nieuchronne jo-jo. Jeśli jednak interesuje Cię druga opcja – zapomnij o cudownych specyfikach, cudownych dietach i w ogóle o cudach. Weź to w swoje ręce. Zmień styl życia, a przynajmniej odżywiania. Wystarczy, że na etapie planu podejmiesz taką decyzję, stanowczo i jasno. Nie interesują Cię półśrodki, bo już jesteś zmęczona ciągłym zaczynanie od nowa. Mnie takiej kompleksowej zmiany udało się dokonać Metodą Równowagi Metabolicznej, Ty możesz wybrać inną. Ważne, że postanawiasz zmienić coś na zawsze. Też to lepiej zapisz, tak jest bezpieczniej :-)
  • Zadbaj o wsparcie najbliższych.  Tu bardzo ważną kwestią jest, kogo do tego grona zaliczysz? Męża, dzieci, narzeczonego, siostrę, kumpla od serca czy serdeczną przyjaciółkę? Wybierz dobrze, bo wsparcie będzie Ci naprawdę potrzebne, i to nie tylko, by nie ulegać własnym słabościom. Musisz się liczyć z poważnymi atakami z zewnątrz. Kiedy tylko zgubisz pierwszych kilka kilogramów, chór strapionych koleżanek pochyli się z troską nad Twoim zdrowiem: tak zmizerniałaś, coś Ci dolega? Robiłaś badania? I na Twoją cerą: chyba musisz kupić jakiś mocniejszy krem, bo ten już nie pomaga ci  na zmarszczki. I nad Twoim życiem osobistym: ach, pewnie masz kogoś nowego na oku, bo tak dbasz o siebie.  A za plecami (ale tak, żebyś słyszała): no chyba ma młodszego kochanka, bo tak się wylaszcza! A dzieci samopas chodzą, kiedy ona na te aerobiki lata! To tylko niektóre możliwości…
  • Zrób porządki. Bezlitośnie, nie zważając na protesty rodziny pousuwaj z widoku swoje największe zagrożenia – słodycze, paluszki, chipsy, orzeszki. Jak rodzina niezadowolona – pozamykaj im to w nieprzezroczyste pudełka i ustaw bliżej ich biurek, komputerów, łóżek. W lodówce na wierzchu ma być to, co zdrowe i nietuczące, reszta w drugim rzędzie. Nawet z niewspierającą rodziną można sobie poradzić. Bądź bezkompromisowa, w końcu tu chodzi o Twój plan.
  • Zaplanuj zakupy. Po prostu zastanów się, jak ma wyglądać jadłospis na najbliższe dni i spisz dokładnie potrzebne produkty. W sklepie realizuj listę z żelazną konsekwencją, nieczuła na żadne, ale to ŻADNE promocje, okazje, bonusy i gratisy. I nigdy, przenigdy nie idź do sklepu głodna! Wiesz, jak to jest: MUSZĘ KUPIĆ JEDZENIE! DUŻO! GROZI NAM GŁÓD! I  bez żadnego planu kupujesz 2 chleby, 8 bułek (dla dwóch osób, bo dla czterech na pewno więcej), 6 jogurtów truskawkowych, jeszcze 3 z marakują, zapas herbaty na rok, zapas cukru na 2 lata, mąkę, płatki, kilo wędliny…i pchasz cały wózek, jakby miała przyjść wojna. Po co?! Potem będziesz musiała to wszystko zjeść…
  • Notuj, co jesz. Tutaj jedyną wskazówką jest bezwzględna uczciwość. W końcu możesz to robić w tajemnicy, tylko dla siebie, szyfrem albo w komputerze, gdzie notatki zabezpieczysz nieodgadywalnym hasłem. I nie zasłaniaj się złą pamięcią, jeśli masz taką, notuj na bieżąco. Naprawdę dopiero taki uczciwy przegląd da Ci zapanować nad sytuacją i dostosować plan do Twoich potrzeb i możliwości. Nie musisz być przecież Angeliną Jolie, bądź Sobą Samą We Własnej Wspaniałej Osobie, Która Ma Prawo Do Słabości. Nie schudniesz jako Angelina, tylko jako Ty sama.
  • Nagradzaj się za nawet drobne sukcesy. I niech to nie będzie duża pizza ani bombonierka do Twojego wyłącznego użytku! Jest tyle rzeczy, które sprawią Ci przyjemność: wizyta u fryzjera, u kosmetyczki, nowa bluzka, nowa książka, kino, kąpiel z pianą, wieczór tylko dla Ciebie, fajny spacer… Ale nagroda musi być! :-)
  • Dołącz do grupy motywacyjnej. No o tym już pisałam wielokrotnie, zajrzyj do poprzednich wpisów, by przypomnieć sobie, że chudnięcie w dobrym towarzystwie to przysłowiowa bułka z masłem i sporo przyjemności. Dobra wiadomość jest taka, że poszerza nam się grono Trenerów Metody Równowagi Metabolicznej i wkrótce takich Grup w całej Polsce będzie dużo więcej. Zapraszam na klubrownowagi.pl.

Jest piękna wiosna, to bardzo dobry czas na zaczynanie.  Może dziś po prostu zacznij całą resztę swojego życia – na nowych zasadach, w równowadze. I w dobrej wadze :-).

Podałam Ci powyżej przepis. Wypróbuj go, jak przepis na czekoladowe muffinki, Kociołek Wieprzowy lub odchudzający popcorn (z poprzednich wpisów :-)

4 komentarze:

  1. Prosto z mostu i na temat! Super! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. ODŻYWIANIE PRZY OTYŁOŚCI (CHOLESTEROL) / NADWADZE / CUKRZYCY / NADCIŚNIENIU / CHOROBACH SERCA: INTELIGENTNE, TAKIE POLECAM. *****

    1. Jemy niskotłuszczowo czyli:
    INDEKS ŻYWIENIOWY TJ. IŻ PRODUKTU.

    2. Niskowęglowodanowo, a zatem (energetyczne):
    NISKIE WĘGLOWODANY TJ. DO 26% WZROSTU.

    3. Puenta to tabele:
    IŻ PRODUKTU.

    P. S. Realizując klasyfikację IŻ, organizm sam wykorzystuje złogi trójglicerydów w żyłach, oczyszczając je. Zwyczajne biologiczne reakcje, które równocześnie eliminują miażdżycę i nadciśnienie, a także cukrzycę typu 2. Spożycie CHLEBA NA OSTEOPOROZĘ-IRL, szprotek wędzonych oraz fasoli czyli produktów o dużej zawartości wapnia wyjaśnia celowość umieszczenia tych produktów jako zalecane.

    4. Wykluczamy jednak z diety (niezdrowe dla człowieka) tzw:
    WYSOKIE WĘGLOWODANY TJ. OD 26.01% WZROSTU.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za naukowe podejście, ale z tym wykluczaniem to jest tak, że nawet prof. Religa palił, mimo że wiedział, że nie powinien. Wiele osób, kiedy cokolwiek sobie wykluczy - doznaje porażki. Dla takich osób właśnie jest podejście Metody Równowagi, gdzie nic nie jest wykluczone, a efekty i tak są świetne :-)

      Usuń