niedziela, 27 kwietnia 2014

10 powodów, dla których jemy więcej, niż byśmy chcieli - i jak nie dać się zwariować...

Zauważyłaś, jak dużo uwagi poświęcamy jedzeniu? Na tym blogu też nie robimy właściwie nic innego. Nic w tym dziwnego, jedzenie to ważna sprawa, dostarcza nam paliwa, daje energię do wszelkich innych życiowych działań. Bez jedzenia nie ma życia. Jest tak codzienne, powszechne, nieraz automatyczne – niemal jak oddychanie…

Czy zwróciłaś jednak uwagę na to, ile ról jedzenie odgrywa w naszym życiu poza tą podstawową – dostarczenia energii i właściwego budulca dla podtrzymania funkcji biologicznych naszego organizmu? Najczęściej są to role zastępcze albo nawykowe. Jest ich chyba zbyt wiele…

Badacze, tym razem już nie tylko amerykańscy, i temu zjawisku poświęcili swój czas i wyodrębnili 10 modelowych sytuacji, kiedy jemy, chociaż… wcale nie jesteśmy głodni! Chcę Ci je przedstawić wraz z prostymi wskazówkami, jak można tego uniknąć i zachować się w zdrowszy sposób. Być może wskazówki wydadzą Ci się nieco powierzchowne lub uproszczone, ale warto ich nie lekceważyć. Nasz mózg najczęściej ulega najprostszym trickom.

Więc kiedy zazwyczaj jesz, chociaż nie jesteś głodna?
 
1.    Ponieważ zajadasz emocje. Temu zagadnieniu poświęcono chyba najwięcej uwagi, także na tym blogu. Wspomnę tylko, że możemy zajadać emocje zarówno negatywne: rozczarowanie, złość, poczucie odrzucenia, jak i pozytywne: radość, poczucie triumfu, wzruszenie – aby je niejako jeszcze bardziej ufetować. Oczywiście już wiesz, że jedzenie nie załatwi problemu, jakim jest nieradzenie sobie z emocjami, więc po prostu może na nie skieruj swą uwagę. Tu pomocne jest prowadzenie dzienniczka emocji, niekoniecznie w formie specjalnego zeszytu. Wystarczy, że swój stan ducha po prostu zapiszesz – na kartce, w komputerze, na serwetce – i przyjrzysz się temu. Na przyszłość będziesz przygotowana i na przykład jeśli poczujesz złość, to zamiast atakować widelcem kotlet na talerzu, zaatakuj worek treningowy albo zwykłą poduszkę, której dasz „niezły wycisk”, można też rzucić się na skopanie grządek, jeśli masz ogródek. Zamiast użalać się nad swoją samotnością czy rozczarowaniem, wcinając batoniki, zadzwoń do przyjaciółki i wylej przed nią swoje smutki. I tak dalej… 

2.    Ponieważ się nudzisz. Dla wielu z nas jedzenie jest świetnym rozwiązaniem, kiedy nie ma nic innego do roboty. Nadaje chociażby chwilowy sens przemijającym pustym minutom, kwadransom, godzinom… No cóż, wtedy po prostu postaraj się czymś zająć, czymkolwiek, co zajmie Twoją uwagę (i Twoje ręce!). Lista zajęć może być długa i jest bardzo indywidualna. Oddaj się rozrywkom, cokolwiek by to było, zrób coś, na co od dawna brakowało Ci czasu, odszukaj dawno niewidzianego znajomego, napisz długi list (maila) do kogoś bliskiego, wpisz komentarz na blogu (może być „Ania w Równowadze” :-), poczytaj książkę, zagraj w grę wideo, idź do siłowni… Jest tyle ciekawszych zajęć, niż jedzenie bez potrzeby!

3.    Ponieważ inni ludzie jedzą. Ulegamy owczemu pędowi. Dzieje się tak zazwyczaj, gdy jesteśmy poza domem, na jakimś przyjęciu czy w restauracji. Wszyscy jedzą. Wszyscy rozmawiają. Rozmowy są tak wciągające, że nawet nie wiesz kiedy sięgasz po kolejne kęsy, robiąc to, co wszyscy. Jest tak miło! Czujesz, że pasujesz do tego wspaniałego grona i do tej przeuroczej sytuacji: jesz, jesz, jesz…. Hmm, tutaj po prostu musisz przygotować się zawczasu, przyjąć odpowiednią postawę, która pozwoli Ci kontrolować sytuację. Zadawaj sobie pytania: czy naprawdę chcę tego spróbować? czy rozmowa będzie milsza, kiedy będę pochłaniać kolejne dania? czy w ogóle z przyjaciółmi muszę się spotykać w lokalach, gdzie akurat są „happy hours”?

4.    Ponieważ jedzenie jest pod ręką. Znasz to? Miseczka z cukierkami na biurku w pracy. Automat z batonikami, który mijasz dziesięć razy dziennie. Ciasteczka w czasie narady firmowej. Talerz z chrupkami na stoliku przed telewizorem. Tak łatwo sięgnąć po nie ręką. Smakołyk już tu jest. Widzisz go. Lubisz go. Co w tym złego? To, że bezwiednie pochłaniasz ogromne ilości cukru i tłuszczu. Co zrobić? W sytuacjach, w których możesz zadecydować, w domu, w biurze, po prostu coś zmień: zamień cukierki na suszone jabłko, wsypuj chrupki do nieprzezroczystej miseczki (nie rzucają się tak w oczy), nie kupuj słodyczy na zapas, a jeśli to zrobisz – schowaj torbę z ciastkami w najbardziej niedostępnej szafce w kuchni, żebyś musiała się nagimnastykować, zanim uzupełnisz dyżurny talerzyk z ciastkami. A może zamień ten talerzyk na duży koszyk z owocami? Tam, gdzie nie możesz zarządzać w ten sposób, zawsze możesz wśród dostępnych przegryzek wyszukać tę najzdrowszą, a w pewnych sytuacjach po prostu wstać od stołu czy wyjść do innego pomieszczenia.

5.    Bo jest specjalna okazja. Jeśli pracujesz w dużej firmie albo masz liczną rodzinę, masz czasem poczucie, że codziennie są czyjeś urodziny, imieniny, ktoś świętuje sukces. Takie świętowanie to zazwyczaj smakołyki, ciasto, alkohol. Jesz, aby świętować razem z solenizantem, jubilatem, kimś dla Ciebie ważnym. Wyrazić swoją sympatię i poparcie. No właśnie! Przecież te uroczystości dotyczą ludzi, a nie jedzenia! Bohaterami są bliskie Ci osoby, a nie tort! Skup się na okazji, na najważniejszej osobie, okaż swój szacunek i przywiązanie słowem, uśmiechem, komplementem. Możesz to równie skutecznie robić, mając w ręce szklankę wody mineralnej (no, niech będzie herbaty :-).


6.    Bo jesteś zmęczona. Taki kryzys dopada nas z reguły późnym popołudniem, czujemy nagły odpływ energii, zastój. Jest on spowodowany znużeniem po wielu godzinach spędzonych na pracy w tym samym pomieszczeniu, często z wentylacją i sztucznym oświetleniem. Wydaje się, że bez energetycznego kopa nie damy rady już nic z siebie wykrzesać. Najprostsze wydaje się sięgnięcie po tę energię w postaci „szybkiego” cukru. I tak z reguły robimy. Zdziwiłabyś się jednak, o ile bardziej skuteczna jest nawet krótka zmiana otoczenia: wyjście na szybki spacer, energiczna przechadzka wokół budynku, w którym przebywasz i zaznanie naturalnego światła czynią cuda. Do tego filiżanka kawy lub nawet szklanka wody i popołudniowy kryzys mija!

7.    Bo tak mówi zegar. Tu znowu kłaniają się nawyki. Wybija 12, więc wyciągasz swoje śniadaniowe pudełko lub wychodzisz na lunch. Wybija 18 i idziesz do kuchni, bo zawsze o tej porze jesz obiad. Poza śniadaniem, które koniecznie musisz zjeść w ciągu dwóch godzin po wstaniu z łóżka, godziny innych posiłków powinny być dla Ciebie sygnałem nie od razu do jedzenia, ale do sprawdzenia: czy jestem już głodna? Niech zegar Tobą nie rządzi, niech Ci służy. O określonej godzinie po prostu zbadaj swoją potrzebę posiłku. Jeśli nie ma takiej potrzeby – podziękuj zegarowi i dalej rób swoje. 

8.    Bo jedzenie jest za darmo (albo niezwykle tanie). Wszyscy uwielbiamy dobre oferty, gratisowe degustacje, megapromocje, darmowe próbki w sklepach. Uwielbiamy bufety typu „jedz, ile zmieścisz”. Pamiętaj, że to triki z potężnego arsenału marketingowego przemysłu spożywczego. Tu nie chodzi o Ciebie i Twoje zadowolenie, ale o zyski producentów. Stajesz się po prostu rybką złowioną na wędkę handlowych spryciarzy. Zawsze wtedy po prostu się zastanów: czy naprawdę jestem głodna? A może suplementy na odchudzanie (które kupisz po utyciu z powodu takich „promocji”, będą droższe niż kwota zaoszczędzona w ten sposób?

9.    Bo „nie możesz” odmówić. Wszyscy mamy do czynienia z niestrudzonymi namawiaczami do jedzenia. Nic na nich nie działa: ani „nie jestem głodna”, ani „już się przejadłam” (wtedy ani chybi dostaniesz tort do domu), ani nawet „to mi szkodzi” (wtedy dostaniesz tort dla rodziny), a już na pewno nie „jestem na diecie”. Sprawdzona metoda jest jedna – daj sobie nałożyć jedzenie na talerz, a potem podziel się nim z innymi albo tylko skubnij, odwróć uwagę od swojego talerza, na przykład dzieląc się sensacyjną plotką. Może to mało oryginalne, ale uwierz, innej metody nie ma! 

10.    Bo cierpisz na syndrom czystego talerza. To poważna sprawa, zazwyczaj mająca swoje korzenie w dzieciństwie, kiedy byliśmy zmuszani do wyczyszczenia talerzy z każdego posiłku. Często wtedy stosowano wobec nas emocjonalny szantaż: czy wiesz, ile dzieci na świecie głoduje? Albo: nie zjesz za zdrowie braciszka? I całkiem bajkowe: za drzwiami jest wilk, który tylko czeka, żeby opróżnić twój talerz. Niestety, to się utrwala i wielu z nas ma poczucie winy, jeśli nie wyczyści talerza do końca, czasem ostatnie kęsy po prostu w siebie wmuszając. Ale przecież nie jesteś już dzieckiem! To Ty sama decydujesz ile, kiedy i po co jesz. Poza tym mamy takie przydatne urządzenia jak lodówki i piekarniki i nie musimy wyrzucać jedzenia, którego nie zjedliśmy. Możemy je bezpiecznie przechować i zjeść następnego dnia (smak wielu potraw na tym zyskuje). Poza tym możemy wymienić talerze na mniejsze – mniej nakładamy, to i mniej na nich zostaje. Są jeszcze pieski:-) Zastanów się: kto tu rządzi? Ty czy nadal mała „zaszantażowana” dziewczynka?

Poświęć trochę czasu i przyjrzyj się sobie. Możesz to potraktować jako tę „odrobinę luksusu”, do której zachęcają reklamy :-) Ile razy znalazłaś się w takich sytuacjach? Czy naprawdę jedzenie jest wtedy jedynym wyjściem? A może już znalazłaś na te okazje jakieś swoje własne triki? Jeśli nie, spróbuj się zabawić w odkrywanie pokładów własnej kreatywności i znajdź też inne czynności zastępcze, w końcu nie tylko żywieniowi analitycy mają dobre pomysły. Możesz o tym napisać, zapraszam do wypowiedzi.

5 komentarzy:

  1. daje do myslenia :)

    http://beslimuk.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  2. człowiek jest rzeczywiście jak automat... wydaje się, że wszystko to małe grzeszki, a robi się z tego niezła kumulacja :-(

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wpis. Na nieszczęście często popełniam te błędy. Moim wyjściem jest posiadanie w domu tyle jedzenia ile mam danego dnia zjeść. Jestem studentką, więc po prostu codziennie wybieram się na zakupy kupując TYLKO to co muszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale kiedyś pewnie trzeba będzie przestawić się na kilkuosobowe gospodarstwo i trzeba będzie pomyśleć o nowych strategiach :-) Ja stosuję po prostu liczenie porcji wg. Metody Równowagi. To już u mnie automatyczne :-)

      Usuń
  4. Mam problem z wieloma takimi sytuacjami! Ale staram się wprowadzać nowe nawyki (także te proponowane w metodzie) Lubie zwłaszcza ten, by na przyjęciu odstawić talerz jak się z kimś rozmawia- sprawdza się idealnie! A prywatnie na jedzenie z nudów polecam malowanie paznokci ;) chwilę to zajmuje i ciężko jest wtedy jeść, a kto nie lubi mieć ładnych dłoni?

    OdpowiedzUsuń