środa, 19 lutego 2014

Chcesz utyć – nie jedz śniadań! + przepis na omlet


Dzisiaj będzie o tym, dlaczego jedną z najpewniejszych dróg do tycia jest niejedzenie śniadań.
To moje dzisiejsze śniadanie.
Zjadłam je o ósmej. Teraz jest dwunasta i zaczynam myśleć o lekkiej przekąsce.
Wiele lat nie jadłam śniadań…
Albo byłam na diecie, a wiele z nich zaleca rano gorzką kawę i sok z grejpfruta lub podobne rarytasy, albo cieszyłam się, że nie odczuwając rano głodu, mogę zaoszczędzić kilkaset kalorii w bilansie dnia.
Wielokrotnie zaczynałam dzień uskrzydlona postanowieniem, że ‘dziś zjem tylko dwa jabłka’, a kończyłam w poczuciu winy z powodu wieczornego obżarstwa.
‘To się stało tak nagle, bezwiednie, wróciłam do domu  tak wykończona i ogłupiała, że sama nie wiem, jak znalazłam się przed otwartą lodówką…’
‘Trzymałam się do 15.00, ale kiedy szef urządził nam małe piekło na odprawie, myślałam że pęknę ze złości. Pod ręką były tylko pączki w bufecie…’
To już przeszłość.
Moje śniadania to dziś podstawa, dobry start do całego dnia.
Wierzę w badania (kiedyś wolałam nie słuchać na ten temat, kłóciły się z moją zawziętą pogonią za zbiciem wagi, najlepiej na skróty).
I otóż te właśnie liczne badania wykazują niezbicie, że osoby jedzące śniadania mają zasadniczo mniejszą nadwagę lub jej nie mają wcale. A z kolei wśród osób niejedzących śniadań jest największy odsetek osób z nadwagą.
Dlaczego tak się dzieje? Znowu działa nasza biologia i mechanizmy mentalne.
Kiedy budzimy się rano, od razu przeżywamy niesłychany skok aktywności. Nawet jeżeli tylko leżymy z otwartymi oczami i w bezruchu potrzebujemy do przetrwania dużo więcej kalorii niż podczas snu. A co dopiero, kiedy wstaniemy! Bardzo szybko wzrasta poziom adrenaliny, gospodarka hormonalna jest zupełnie inna niż podczas snu. I nic nie pomogą nasze  perswazje, autosugestie, autohipnoza. Mózg ‘nie rozumie’ bycia na diecie, mózg zapewnia organizmowi fizyczne przetrwanie. A organizm nastawia się na działanie, potrzebuje więcej energii. No i jeśli mu jej nie dostarczamy – pojawia się stan alertu – uwaga! niedobory energii! Wtedy przestawia się na tryb oszczędnościowy, czyli obniża poziom przemiany materii, aby przetrwać w ‘głodzie’. Pamiętasz przodka z epoki mamutów? Metabolizm może spaść nawet o kilkadziesiąt procent! Oznacza to, że większość pokarmów zjedzonych w drugiej części dnia po takim ‘głodowym’ poranku będzie spalana dużo wolniej i energii z tych pokarmów wystarczy nam na dużo dłużej. Łatwiej wtedy o jej nadmiar, który zostanie zmagazynowany w naszych tkankach. W postaci okrągłych bioderek i wałeczków tu i ówdzie. To się dzieje w naszych tkankach i w komórkach. Ale podobny mechanizm niezauważalnie pracuje też w naszej głowie.
Podświadomie rejestrujemy, że nastąpił głód. A jesteśmy od zawsze przyzwyczajeni, że po okresach chudych przychodzą okresy tłuste. Tym chętniej zatem po południu czy wieczorem będziemy biesiadować aż do bólu brzucha. Ja często  wtedy myślałam, że mam  słabą wolę, bo nie potrafię się wieczorami pohamować od przejadania czy niekończącego się podjadania. Okazuje się jednak, że gdy zaczęłam jeść śniadania i dbam, żeby w ciągu dnia się nie przegładzać, moje wieczorne problemy z wilczym apetytem zniknęły. I nie miało to nic wspólnego ze słabą czy silną wolą – czysta biologia. To chyba dobra wiadomość  dla wieczornych podjadaczy :).


Reasumując, czyli zbierając to wszystko do kupy, oto co robię, nie jedząc rano śniadania:
  • daję organizmowi sygnał do obniżenia tempa przemiany materii
  • w wyniku tego każdy mój dzisiejszy posiłek będzie trawiony wiele wolniej i pozostaną po nim zapasy (nowe sadełko)
  • uruchamiam  mentalne zapotrzebowanie na suty posiłek pod koniec dnia, wobec potęgi którego każda silna wola jest bezsilna.

Jest taka ludowa mądrość (podobno chińska): ‘śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi’. Z tym oddawaniem wrogowi polemizowałabym, zależy co jest na kolację :), ale śniadanie to podstawa. I jak tu nie wierzyć w mądrości ludowe!


A teraz podam Ci przepis na ten cudowny omlet ze zdjęcia:

Omlet dla 2 osób:

Składniki: 
4 jajka
3/4 szklanki mleka
3 płaskie łyżki mąki pełnoziarnistej
papryka 1/3 szt., cukinia 1/3 szt.
pieczarki 3 szt., cebula 1 szt.
szczypiorek, sól, oliwa

Przygotowanie (20 min.):
Drobno pokrój warzywa i wrzuć na patelnię z odrobiną oliwy naniesionej za pomocą pędzelka. Podduś je chwilę, dodaj szczyptę soli. Do miseczki wbij jajka i wymieszaj je dokładnie z mlekiem i mąką, aż uzyskasz gładką konsystencję. Tak przygotowaną masą zalej duszone warzywa. Wymieszaj całość i smaż z obu stron.


Ocena według Metody Równowagi Metabolicznej:
Warzywa - DoWOLI. Jajka to porcja ZdrowegoBIAŁKA.
Mąka - w wersji dla 2 osób - to dla 1 osoby łącznie 1/3 porcji ZdrowegoEXTRA.

P.S.
Szczegóły Metody Równowagi Metabolicznej znajdziesz na www.klubrownowagi.pl lub w podręczniku Metody



2 komentarze:

  1. A ja czy jem sniadanie czy nie to i tak mam napady wieczorem. Ja zaczynam jedzenie od 11,00 godziny. Chyba że do rannej kawy (bez cukru) jest coś słodkiego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że jest inna przyczyna takich napadów. Przyczyn może być wiele: stres, insulinooporność, niewłaściwie ułożony plan dnia, i wiele innych. Na spotkaniach Klubu rozwikłujemy zagadkę dla każdego indywidualnie. Spotykamy się już w kilku miastach, ewentualnie przez Internet w Grupie VIDEO. Szczegóły: http://klubrownowagi.pl/grupy

    Chociaż w sumie śniadanie o 11:00 to dla mnie już prawie lunch :-)

    Pozdrawiam ciepło :-) Ania

    OdpowiedzUsuń